niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 28

Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce i siostrze,które stale czytą mojego bloga,oraz innym zajebistym ludziom, którzy walą , takie komenty, że aż chce się pisać. ! DZIĘKUJĘĘĘĘ ;* Kocham Was <3 ;)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Nie mogę zajrzeć chociaż na chwilę .? -nie odpuszczała
-Śpi, więc...
-No dobra. To narazie -opuściła nas.
Byłem zszokowany. Przyszła wczoraj do mnie, dziś do szpitala .? Ona myśli, że ot tak zaprzyjaźni się z Agą .?
Wszyscy wymieniliśmy ze sobą pytające spojrzenia. 
-Z serii: takie tam przyjście do szpitala o pierwszej w nocy -wybuchł śmiechem Jonas.
-Ona była wczoraj u mnie i pytała, czy Agnieszka jest w szpitalu -wyznałem.
-I nic nie powiedziałeś .? -zaczęła Daga z pretensjami
-Uu... to może ja sobie pójdę po picie -opuścił nas mój kumpel z drużyny.
Wiedziałem, że czeka mnie dość poważna rozmowa z moją dziewczyną...
-Ona tylko przyszła i zapytała o Agę. Stwierdziła, że jestem pijany, a ja zamknąłem jej drzwi przed nosem - powiedziałem zgodnie z prawdą.
-To dlaczego nic nie powiedziałeś .?
-Zapomniałem. Wybacz.
-Jak zapomniałeś, że Nicole u ciebie była.?!
-Jejku, wypiłem trochę.
-Nic się między wami nie działo .?!
-Nie.
-Na pewno.?!
-Daga, spokojnie i nie krzycz, bo ludzie patrzą.
-Olej ludzi i odpowiadaj.
-Nic się nie działo. Przysięgam... Ty moja zazdrośnico -pocałowałem ją.

############################## 
22 września 2013r. godz.14:00 (oczami Agnieszki)
Dziś wychodzę ze szpitala. Godzinę temu rozmawiałam z Mario przez telefon. Niestety nie dogadał się z Marco. Ten nawet nie chciał z nim rozmawiać. Smutne. Może chociaż ja z nim porozmawiam. Wątpię, ale może... Warto spróbować. Jak mi to Ania powiedziała : Każdy, nawet mały krok do przodu w działaniu przybliża do celu! Jeśli nic nie robisz, cofasz się. Ta kobieta wie jak zmotywować do działania. Zazdroszczę jej podejścia do życia. Wielu mogłoby wziąć z niej przykład. Jak Robert. Też jest zawsze uśmiechnięty i wyluzowany. Szkoda, że Marco nie jest w stanie się tego od nich nauczyć... Przykro mi z tego powodu, naprawdę, ale tak miało być i tyle.
-No to welcome in home -zaśmiała się Daga otwierając drzwi do domu.
Moim oczom ukazał się salon i kuchnia przystrojona w żółte i czarne balony. Muszę przyznać, że świetnie to przystroili. W salonie stali : Roman z Lisą, Nuri z Tugbą i Omerem, Ilkay z Silą , Jonas, Robert z Anią, Kevin, Mats, Cathy i kilka ludzi, których nie znałam. Wszyscy byli ubrani w stroje Borussii. W te brzmiała piosenka. W wykonaniu  moich przyjaciół i szóstki nieznanych mi osób brzmiała nieco inaczej. Rozbawiło mnie to trochę. Na co oni nie wpadną .? 
-Aga null nine, Agnieszka Aga null nine, Aga null nine, Agnieszka Aga null nine. [...]My śpiewamy: Aga na zawsze, na zawsze z nami, na zawsze żółta, na zawsze czarna, na zawsze z nami, na zawsze żółta, na zawsze czarna, zawsze jej farby to czarny i żółty, czarny i żółty... [...]
Gdy muzyka skończyła lecieć rzuciłam się przyjaciółce na szyję.
-Jesteś wilka -podziękowałam.
-To nie był mój pomysł -spojrzała w kierunku Jonasa.
-Oj tam -uśmiechnął się nieśmiało. - Udział brał też Kevin i Marco... i ta szóstka kibiców -przybił im piątki.
Przytuliłam go, następnie Kevina i podeszłam do kibiców BVB.
-Dziękuję, że przyszliście -obdarowałam ich uśmiechem.
-A można po polsku. ? -wybuchła śmiechem nastoletnia brunetka
-Polacy.! -ucieszyłam się
-My nie -odezwał się inny brunet.
Nie rozumiałam nic. To Polacy, czy Niemcy...
-Mieszanka wybuchowa -zaśmiała się Ania. -I Polacy i Niemcy -powiedziała w moim ojczystym języku.
Usiedliśmy w pokoju i zajadając ciasto mówiliśmy o wszystkim, jak i o niczym...
############################## 
22 września 2013r. godz.19:00 (oczami Agnieszki) 
Posprzątałam wraz z Jonasem, Kevinem i Dagą po imprezie. Następnie usiedliśmy na kanapie. Daga między mną a Kevinem, a Jonas obok klubowego kolegi.
-Jeszcze raz wam baaardzo dziękuję .
Mówiłam uśmiechnięta, ale w środku rozpadałam się na kawałki. Marco nie przyszedł. Nawet się nie odezwał.Zranił mnie tym bardzo. Raz gdy się obudziłam był przy mnie, drugi raz już go nie było. Wczoraj widziałam go tylko w telewizji... i tyle. To żałosne.
-Aga, widzę -przyjaciółka oparła głowę na moim ramieniu.
Tak, znała mnie lepiej niż ja samą siebie. Często przewidywała  moje postępowanie, zanim ja sama podjęłam decyzję. Czasami mnie to denerwowało, ale przecież... przecież przyjaciel wie wszystko. Nigdy nie boję się jej zaufać i wiem, że bez względu na wszystko mogę na nią liczyć.
-Może pójdziemy .? -zaproponował Grosskreutz spoglądając na Hofmann'a
-Nie, no co wy .? Ja nie mam przed wami tajemnic -wyznałam.
Po minach chłopaków domyśliłam się, że jednak nadal nie wiedzą, czy mają wyjść, czy zostać.
-Marco... -po tym jednym wyrazie wszyscy, wszystko zrozumieli.
-Aga, nie przejmuj się . On ciebie kocha -zapewnił Kevin .
-No... nie jestem tego taka pe... -Jo nie dał mi dokończyć.
-Wiesz... gdyby cię nie kochał to na pewno by  nie pchał się w związek z tobą.
-Ehg... ale gdyby mnie kochał to by wybaczył.
-Wybaczy -Daga mnie przytuliła.
-Proszę nie pocieszajcie mnie. Wtedy jest jeszcze gorzej... Wybaczcie, ale pójdę na górę. Dzięki za wszystko - obdarowałam ich sztucznym uśmiechem i ruszyłam w stronę schodów.
-Aga -próbował mnie przywołać brat .
-Nie... Ona chce być teraz sama. Dajmy jej chwilę -moja przyjaciółka jak zawsze wyrozumiała.
Weszłam po schodach, a stamtąd już tylko do mojego room. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Nie, nie przez niego, bo nigdy nie będę płakać przez jakiegoś debila.! Szkoda łez na jakiś dupkó*, którzy myślą, że mogą wszystko. Zniżać się do tego poziomu .? Dać im satysfakcje z tego, że dali radę zranić.? O nie, nie, nie... To nie w moim stylu.Nie.! Nie .! I jeszcze raz nie.!
Płakałam ponieważ wszystko zawaliłam. Ćpanie.?! Ciul z tym... Ale chodzi mi o Mario.Gdybym się z nim zakolegowała nic nie wyszło by na jaw teraz. I te popełniane błędy .! Dlaczego.?! No dlaczego ja muszę być taka głupia.?! Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Po krótkiej jednak chwili się opamiętałam. Otarłam łzy i wzięłam głęboki oddech. Wstałam z łóżka. Odruchowo spojrzałam w lustro.
-Ogarnij się dziewczyno. Nie warto - powiedziałam do siebie.
Chciało mi się pić. Pomyślałam, że wyjdę nie zauważona po coś do picia. Po cichutku otworzyłam drzwi. Usłyszałam rozmowę, więc nawet nie wychodziłam.
-Dobra, to idziemy -zarządziła moja przyjaciółka.
Zamknęłam drzwi.
Czyli wychodzą- myślałam.- Będę sama w domu.
Uciszyłam się. Lubiłam być sama. Zwłaszcza gdy miałam takie mieszane uczucia.
Wyjęłam z szafy ubrania. Na sobie miałam pierwsze, lepsze ubrania, które Daga przywiozła mi do szpitala, więc dobrze by było się ogarnąć. Przebrałam się, a następnie poszłam do toalety, by oblać twarz wodą. Gdy już to zrobiłam wyszłam z pokoju. Naciągając rękawy swetra otarłam wilgotne jeszcze od wody policzki. Zeszłam po schodach i nie rozglądając się poszłam do kuchni. Otworzyłam szafkę i wyjęłam szklankę. A gdy miałam zamiar odwrócić po wodę leżącą na blacie mało nie dostałam zawału. O wysepkę oparty był nie kto inny, jak mój przyjaciel. Podskoczyłam z przerażenia.
-Chcesz żebym zawału dostała.?! -wkurzyłam się -Nie mam nastroju do żartów -postawiłam szklankę na blat i poszłam do salonu rzucając się na kanapę.
-Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć -zaczął się tłumaczyć.
-No okey... Tylko wiesz, że nie mam zbyt dobrego humoru. Poza tym słyszałam jak Daga mówiła : To idziemy. Myślałam...
-Tak, oni poszli na zakupy, bo Dagmara nie ma co na kolację zrobić. To znaczy... nie chcieli cię zostawić, ale obiecałem, że się tobą zaopiekuję.
-O.o dzięki... ?
-Hahaha... oj Aga, nie o to chodzi. Po prostu martwimy się o ciebie, byś przypadkiem nie...tego, jejku...
-Nie pocięła .? Wyskoczyła przez okno.? Zabiła.? -chciałam wymieniać dalej, ale mi przerwał
-Właśnie tak.
-Świetnie, a jak będę w Monachium to znajdźcie mi nianię.
-Ann-Kathrin na pewno się zgodzi.
-Dobra... wolę popełnić samobójstwo.
-Więc muszę też jechać do Monachium.? Jejku , a ja tak bardzo chciałem tu grać i się stąd nie ruszać.
-A tylko spróbuj mi uciekać z Borussii.! Nie przeżyjesz -pogroziłam mu.
-No ale, ale... Mario będzie twoją nianią .? O.o -spytał podejrzliwie
-A co, ty chciałeś.? -spytałam ze śmiechem
-Jonas niania, lepiej brzmi - zamyślił się poważnie, po czym wybuch,ł podobnie jak ja, śmiechem.
Ten to miał poczucie humoru. Potrafił pocieszyć jak nikt inny. Jednak myśl o Marco nie dawała mi spokoju. Wciąż czułam, że muszę coś z tym zrobić. Ale za cholerę nie wiedziałam co.
-Myślisz o Marco .? -Jonas usiadł na fotelu, a ja nadal bezcelowo spoglądałam w sufit
-No tak... Ja nie wiem co mam robić. Nie chcę go stracić.
-Może warto z nim porozmawiać .?
-Z Mario nie chciał mówić. Boshesz.! Że też musieli pokłócić się przeze mnie.! Przyjeżdża sobie jakaś zdałniona, porąbana, nienormalna, głupia... -przerwał mi.
-Wystarczy...
-Idiotka z Polski i niszczy wszystkim życie.
-Aga, serio.? Teraz chcesz o tym myśleć.? Jutro lecisz do Monachium. Ratuj twój związek z Marco zanim będzie za późno.
Hm... chyba miał rację. W tamtym momencie najlepiej było nie myśleć o niczym innym jak o Reus'ie. Powinnam z nim porozmawiać, a przynajmniej spróbować. Mam nadzieję, że mi wybaczy. To znaczy nam, mi i Mario.
-Dzięki Jonas, jesteś najlepszy -wstałam i on w mgnieniu oka także wstał jakby przewidział co zamierzam.
-Big hug.! -ucieszył się przytulając mnie
-Hehe... tak. To ja zmykam do Marco- ruszyłam do korytarza, chwyciłam kurtkę i nacisnęłam klamkę.
-Podwiozę cię -rzucił.
-Nie trzeba -wyszłam z domu pełna pozytywnej energii.
Powoli na dworze robiło się szaro, a lampy na ulicach zaczęły świecić. Lekki wiatr uderzał w moje zimne policzki. Schowałam dłonie do kieszeni kurtki i szłam przed siebie. Nie myślałam o niczym innym, jak o Marco. Wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Mecze, wyjazd, szpital, Mario...liczył się tylko Reus. Chciałam myśleć tylko o nim, ale ta jedna myśl nie dawała mi spokoju. Dlaczego człowiek musi popełniać tak wiele, zbędnych błędów. Sumienie mówi - nie rób tego, jednak my jesteśmy mądrzejsi i robimy na przekór nie myśląc o przyszłości. Nie myśląc o jakichkolwiek skutkach naszego postępowania. Dopiero gdy wszystko zacznie się walić dopatrujemy złych stron przeszłości. Chcieliśmy ją ukryć, zapomnieć o niej. Ale to porąbane życie lubi zemstę. . .
Stanęłam przed drzwiami do domu Marco. Nie wiedziałam do końca, czy mam wejść z uśmiechem na ustach, smutkiem, czy niepewnością. Nawet nie wiedziałam co czułam. . . Wiedziałam tylko jedno - Muszę o nas walczyć, bo prawdziwa miłość zwycięży wszystko.
Niepewnie zapukałam do drzwi. Wysiliłam się na lekki uśmiech.
-Moment -usłyszałam krzyk piłkarza.
Czułam jak w brzuchu mi wierci, stres nie dawał za wygraną.
W końcu nieogarnięty Marco otworzył mi drzwi.
-Aga .? Co ty tu .? Jak .? Skąd.? Monachium , ale .. szpital. A ty tu.? -nie mógł złożyć normalnego zdania
Wydawał się trochę zakłopotany...
-Tak, przyszłam pogadać -wyznałam.
-Kto to .?! -usłyszałam ...

############################## 
22 września 2013r. godz.20:00 (oczami Kevina) 
Po zrobionych z moją dziewczyną zakupach, w końcu mogliśmy pojechać do domu. Weszliśmy do środka, gdzie zastaliśmy Jonasa, samego Jonasa.
-Aga jeszcze nie schodziła .? -zapytała Daga
-Nie. Chyba zasnęła- odpowiedział.
-Pójdę do niej, sprawdzę czy wszystko okey -zaproponowałem i skierowałem się ku schodom.
-Nie.! -Hofmann szybko zaprotestował
Wymieniłem spojrzenia z Malicką po czym nasz wzrok ponownie skierowany został na pomocnika BVB.
-No dobra... zeszła na dół, wzięła szklankę wody i powiedziała, że potrzebuje zostać sama. Obiecała mi, że nic sobie nie zrobi, więc... chyba okey.
-Może lepiej do niej zajrzę -uparła się Daga.
-Lepiej zróbmy jej kolację -zaproponował.
############################## 
22 września 2013r. godz.20:00 (oczami Agnieszki) 
-Kto to .?! -usłyszałam damski głos
Spojrzałam zdezorientowana na Marco. W jego oczach dojrzałam strach. Chciałam szybko wejść do środka, ale oparł rękę o futrynę tym samym mi to uniemożliwiając.
-Nikt taki -odkrzyknął.
Poczułam jak narasta we mnie nienawiść.
-Nikt taki.?! Nikt taki .! Nic nie znaczę .? Rozkochałeś mnie w sobie i już. Kolejna omotana kobieta.?
-Aga... to nie tak.
-Co się stało .? -zza jego pleców wyłoniła się owinięta w koc dobrze znana mi z gazet dziewczyna
-Ty podły chamie.! Jesteś su*insyn*m .! Myliłam się co do ciebie - spoliczkowałam go i wybiegłam z terenu jego podwórka.
-Agnieszka.! -krzyczał, lecz ja nawet nie raczyłam się obrócić, nie zasłużył nawet na to
Przebiegłam całą ulicę. Do domu miałam już tylko jakieś 0,5 km. Poczułam wibracje telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i ... załamałam się. Telefon miałam od Marco i obudowa...obudowa z podobizną jego koszulki meczowej. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Nie pozwoliłam jednak na choćby jedną łzę. Odblokowałam I'Phon i odczytałam wiadomość od Jonasa ''Wracaj szybko, bo nie jestem w stanie dłużej cię kryć :\ '' Zaśmiałam się sama do siebie. Wyobraziłam sobie Hofmann'a, który wkręca pierwsze, lepsze kity Dadze i Kevinowi nie wiedząc co dalej mówić.
Przyspieszyłam kroku. W końcu stanęłam przed domem i myślałam jak wejść, by nikt mnie nie zauważył . Postawiłam na wejście tarasem. Zawsze mogę wmówić im, że byłam na podwórku. Napisałam do przyjaciela ,,Otwórz taras =)'' Schylając się pod oknami w końcu dotarłam do celu i weszłam do środka.
Jonas, siedząc na kanapie, odetchnął z ulgą. Daga, która była w kuchni w mgnieniu oka odwróciła się ku mnie.
-Gdzie byłaś .? -spytała zdziwiona
-Na tarasie. Wybaczcie, ale pójdę do siebie...
Byłam tak cholernie przybita. Marco zdradził mnie z nią. Przecież... ona nawet go nie kocha.
Weszłam do mojego pokoju i ponownie zawitałam na miękkim łóżku. Mimowolnie do oczu napłynęły mi łzy. Jak on mógł mi coś takiego zrobić .? Zranił mnie wystarczająco mocno, a tym jeszcze bardziej dobił. Nigdy mu tego nie wybaczę. Skoro zrobił to raz, zrobi następny. Myślałam - jest ideałem, myliłam się. Ideał nie istnieje, a mu do tego jeszcze daleko.
Od niechcenia wstałam z łóżka, chwyciłam piżamę i poszłam do łazienki. Nie chciało mi się myć zębów, a co dopiero mówić o prysznicu. Przebrałam się i wróciłam do łóżka. Wparowałam pod cieplutką kołdrę i miałam zamiar zasnąć zapominając o wszystkim. Ale przecież nie mogłam.! Ktoś musiał do mnie przyjść.
-Mogę ? -usłyszałam męski głos
Wychyliłam głowę spod kołdry. Uśmiechnęłam się lekko przez łzy.
-Przytul mnie -poprosiłam.
Przyjaciel usiadł obok mnie, a ja wtuliłam się w niego.
-Ja muszę już iść -wyznał.
-Marco zdradził mnie z Ann-Khatrin.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeejeje .! :D Wasze komentarze i odrazu aż chce się pisać. Wiem... dziękowałam Wam nad rozdziałem, ale podziękuję jeszcze raz, więc... DZIĘKUJĘ .! :D Jesteście niesamowici...! tak bardzo bałam sie, że nie nazbieram tych pięciu komantarzy pod tamtym postem a tu proszę .! :D Jesteście wielcy... ;)
Zostawiam rozdział Waszej opinii. ;))
Pozdrowionka ;D

czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 27

############################## 
19 września 2013r. godz.19:00 (oczami Agnieszki) 
To było tragiczne. Leżałam w sali szpitalnej nie mogąc nic zrobić. Słyszałam wszystko co mówią, lecz nie mogłam odpowiedzieć. W środku czułam jak rozpadam się na kawałki. Te ich słowa prowadziły do wzruszenia. Mario, Kevin, Daga, jej mama, nawet Jonas...ale najbardziej zabolały mnie słowa Marco. Chciał zniknąć z mojego życia.? Co on w ogóle pieprzył.? Przesadził wtedy, jednak nie da się tak na zawołanie odkochać, tak po prostu wymazać z pamięci te wszystkie nasze wymienione zdania i wspólnie spędzonych dni. Miłość to coś więcej niż powiedzenie ''Kocham'', to rozumienie tego słowa. Wzięcie jego do siebie. Życie w przekonaniu, że jest one mówione ze szczerością, płynącą prosto z serca. Skoro Marco mnie kocha, a ja go i tak będziemy razem. Nie będziemy chcieli ranić się wzajemnie ze względu na moją przeszłość. Zresztą Mario zapewnił mi, że Reus żałuje słów, które wypowiedział wtedy w samochodzie. A właśnie... Mario. Zdziwiło mnie to co on mówił. Przepraszał mnie za napisanie listu .? Haha.! Nie chciał mieć mnie na sumieniu po prostu. Wydawało mu się, że jego jedno przepraszam odda mi zdrowie, naprawi stosunki z Marco i zmieni mój stosunek do niego.? Mylił się. Nie wybaczę mu tego.! Jednak jakby pomyśleć... wszystko to moja wina.
Usłyszałam jak ktoś wchodzi do sali. Później krótkie rozmowy. Aż w końcu do moich uszu dobiegła moja kochana piosenka o Nurim. Nie mogłam im za to podziękować, lecz wiele bym za to dała. Aż chciało się śpiewać... Próbowałam ruszyć palcami w rytm i ...chyba się udało, bo usłyszałam krzyk Jonasa. Okazało się, że na sali był też Marco i Daga, a kto jeszcze, to nie wiedziałam. Ale gdy zapytałam o Marco i Dagę... miło było wymienić w końcu jakiś dialog, nawet z Jonasem. I te słowa Marco. Sam jego głos mnie uszczęśliwiał. Gdy przyszedł lekarz zarządził by wszyscy stanęli z dala od mojego łóżka, następnie poświecił mi latarką w oczy. Poczułam jak tracę kontakt z rzeczywistością.
############################## 
20 września 2013r. godz.00:30 (oczami Kevina) 
Ucieszyłem się z przebudzenia Agnieszki. Byłem taki szczęśliwy, że aż nie do opisania. Znikła  we mnie obawa i niepokój, pojawiła się ulga i radość. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy. Jej przebudzenie, skończyło się bardzo szybko. Zdążyła zapytać tylko o Marco i Dagę. Później przyszedł ten lekarz i... no i znowu straciła z nami kontakt.Robert zawołał dyżurnych i sekundę później wyproszono nas z sali. Po wyjściu lekarz oznajmił, że jej zdrowie będzie zależało od najbliższych godzin.
Teraz siedzę sobie wraz z Jonasem w sali, na której leży przyjaciółka. Lewy i Ania towarzyszyli namdługo, aż zaczęli przysypiać. Marco i Dagę po długich kłótniach nakłoniliśmy do pójścia do domu. Marco był blady, cały czas spięty i niewyspany. Daga od dwóch dni nic nie jadła siedząc tu 24 na dobę. Idiota ze mnie.! Jak ja mogłem do tego dopuścić. Jak ona zginie... ja nie będę w stanie żyć z takimi wyrzutami sumienia.
-Kevin, chcesz coś do picia.? -spytał Hofmann
-Nie, dzięki. A mogę cię o coś zapytać.?
Wydawało mi się to trochę dziwne. Przecież Jonas nie musiał tu przebywać, a jednak chciał.
-Wal.
Rozmowę przerwała nam pielęgniarka, która weszła by zobaczyć co z Agnieszką. Zanotowała coś po czym wyszła.
-Podoba ci się Aga .? -wypaliłem prosto z mostu
-Kevin... ja tu jestem, bo musi być obecny jakiś optymista, który będzie was podtrzymywać na duchu.
-Ale...
-Nawet gdyby, to nie odbiłbym jej Marco, przecież są tacy szczęśliwi.
-Czyli podoba ci się.?
-Nie powiedziałem nic takiego -wybuchł śmiechem.
Właściwie nadal nic nie wiedziałem. Wątpiłem w miłość Jonasa do Agi, więc być może mówił prawdę. Ostatnio na treningach przyuważyłem, że często rozmawia z panią przewodnik. Kobiety, która oprowadza kibiców po stadionie. Dla niego jak znalazł. Charakter mają bardzo podobny. Non stop się śmieją, wieczni optymiści...
Do pomieszczenia wszedł lekarz.
-Ah... pani Agnieszka jest wielką szczęściarą, że ma przyjaciół, którzy zawsze są przy niej -westchnął. -Ale to nie wystarczy...
Wymieniłem zdezorientowane spojrzenia z Jonasem. Nawet w jego oczach dostrzegłem strach.
-Co się stało .? -spytałem
Lekarz ściągnął okulary i popatrzył na nas zrezygnowany.
-Pani Agnieszka, powinna się niedługo wybudzić, ale istnieje pewien problem.
Serce zaczęło walić mi jak oszalałe, a pot oblał całe moje ciało.
-Co.? Co.? Jaki problem.? -jąkał się kolega z drużyny
-Może być niepełnosprawna.
W ułamku sekundy zacząłem płakać. Hofmann tak samo, choć chyba chciał to ukryć.
-Ale... że, że jak . ?-pytał
-Może być niewidoma, bądź mieć problemy z chodzeniem...
-Ja pier**lę. ! -krzyknąłem
-Kur*a, że co.?! Zróbcie coś.! -krzyczał zrozpaczony
-Spokojnie. Nie jesteśmy w stanie...
-Jak do cholery nie jesteście w stanie.?! -nerwy puściły przyjacielowi -Musicie coś zrobić.
-Nie możemy...
-Jak nie możecie.?! Jasna cholera, tacy z was lekarze.?! Jak byście chcieli to byście ją uratowali, ale wam wszystko jedno.!
-Proszę się uspokoić.
-Jak mam się uspokoić.?! Jakby to była pańska żona, to by pan wszystko robił by ją uratować, ale że to pierwsza, lepsza osoba, to pan ma to głęboko w dup*e.!
-Jonas spokojnie -upomniałem go.
-Jak mam być spokojny jak ten po*ebany lekarzyk pomylił zawody.! Idź na kwiaciarkę kwiaty leczyć, bo tu się nie nadajesz.!
-Nie będę z panem dyskutował- miał zamiar wyjść, ale jeszcze skierował sie do mojej osoby. -Proszę uspokoić kolegę. Nie życzę sobie takiego zachowania.
-A ja nie życzę sobie takiego dupk* w szpitalu.! -krzyknął za nim młody
-Ej... nie przesadzaj. Pamiętasz co mówiłeś.? Jest silna i da radę. A przypuszczenia tego idioty należy zignorować -pocieszałem nas.
Westchnął głęboko i ukrył twarz w dłoniach. Obydwaj byliśmy załamani. Aga miała być niepełnosprawna.? Oczywiste, że kochalibyśmy ją taką jaką by była, ale co jak nie wytrzyma .? My będziemy patrzeć z żalem i ją pocieszać, a ona będzie cierpieć.
-Ja nie chcę -zapłakany opadłem na ziemię waląc w podłogę pięścią.
-Czeeee...co się stało.? Ona...? Nie , nie mówcie, że... -po głosie poznałem kto przyszedł.
-Nie... tylko. Może być niewidoma lub coś tego typu -poinformował go kolega.
-Co.?! Nie... kur** i to wszystko przeze mnie.!
Spojrzeliśmy z osłupieniem na Gotze oczekując wytłumaczeń.
-Muszę się przyznać... bo... to ja napisałem ten cholerny list.
Do sali wszedł Marco z Dagą.
-I jak .? -spytała Malicka
-Ty gnoju -rzuciłem się na Mario.
Poczułem mocne szarpanie. Reus odrywał mnie od niego.
-Kevin, uspokój się -krzyknął równo z moją dziewczyną.
-Mario napisał ten list .!
Była chwila milczenia. Wszyscy wlepiliśmy wzrok w Marco oczekując na jego reakcję. Odwrócił się w stronę łóżka Majewskiej, po czym spojrzał na Bawarczyka.
-Marco,wszystko okey-cytował sarkastycznie.- Dogadaliśmy się... Zostałem oszukany przez dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Chyba nie chcę was zn... Potrzebuję czasu -wyszedł z sali pomocnik BVB.
-Zawiodłem się na tobie -wyznałem.
-Ej.! Uspokójcie się.! Aga wie, że to jej wina. Dlaczego to utrudniacie.? -wtrąciła Dagmara
Wymieniłem spojrzenia z dwudziestojednoletnim piłkarzem po czym zająłem miejsce obok Jonasa.
-Mario, co cię podkusiło .? -spytał
Daga usiadła mi na kolana, a gracz Monachium stał oparty o ścianę.
-Nie wiem... Ona nie lubiła mnie, ja jej... sam nie wiem. Żałuję.
-To nic nie da -powiedziałem wściekły.
-A ty taki święty .? Przyjaciel wielki .? To czemu zaraz po powrocie tu nie przyjechałeś .?
-Nie...ne... kłóc...kłóćie s... się -usłyszeliśmy wolny, cichutki głos.
-Aga? -spytaliśmy całą czwórką patrząc na łóżko
-Nie...ufo -jej wypowiedź wywołała uśmiech na naszych twarzach.
-Idę po lekarza -powiedział młody Borussen wychodząc.
Ja i moja dziewczyna podeszliśmy do chorej. Ona spoczęła na krzesełku, a ja stałem oparty o barierkę łóżka.
-Wszystko w porządku .?
-Ta...
-Proszę wyjść -rozkazał doktor.
Zrobiliśmy jak kazał i niedługo później staliśmy na korytarzu.
-Ej... ja dzisiaj jadę do Monachium. Rozmawiałem z dyrektorem klubu i Aga może dojechać później. CV nie potrzebne. On chce zobaczyć jej zdjęcia.
-Dobra, przekażę -powiedziałem od niechcenia
-To ja zwijam -kiwnął głową.
-Nie, Mario... zaczekaj -Daga złapała go za rękę. -Wybaczamy ci. Mogło być gorzej gdyby nie powiedziała tego w ogóle.
-Gorzej jak teraz to już nie będzie...
-Niech pan nie odchodzi -powiedział pracownik szpitala.-Pani Agnieszka chce się z panem widzieć.
Wszystkich zatkało. Z nim.? Daga czuwała 24h na dobę, Marco ją zostawił, Jonas miał udział w jej przebudzeniu, a ona chce porozmawiać z Mario.? Było to dla nas wszystkich niezrozumiałe...
-Jest pan pewien, że za mną .? -wolał się upewnić
-Tak. Ale za nim pan pójdzie muszę państwa poinformować, że pani Majewska jest wielką szczęściarą. Sam nie wiem jak to możliwe, ale... jest w pełni zdrowa. Ma tylko lekkie zaburzenia wzroku. Za dwa dni ją wypiszemy ze szpitala. Panie Gotze -zwrócił się do kolegi- proszę nie denerwować pacjentki, musi dużo odpoczywać. I prosiłbym by odwiedzać ją pojedynczo. Miłego dnia -powiedział na odchodne.
-Idziesz stary -klepnął go w ramię Hofmann.
-Tylko jej nie denerwuj, bo nie wiem, czy Ania by zostawiła tą sprawę bez rozwiązania - pouczyła go moja dziewczyna.
-Dobra, dobra... Groźby są karalne -zaśmiał się i znikł za drzwiami sali.
Oparłem się o drzwi z zamiarem podsłuchiwania, ale Dagmara mi na to nie pozwoliła...
############################## 
Ten sam czas (oczami Agnieszki) 
Była przeszczęśliwa. Wszystko co wiązało się z tą głupią śpiączką znikło. Pozostawiło po sobie tylko jeden marny ślad... wadę wzroku. Widzę rozmazanie, ale lekarz powiedział, że są na to okulary, więc mam się nie denerwować. Zapytał czy mam ochotę z kimś porozmawiać. Zastanowiłam się chwilę i postawiłam na Mario. W końcu na to wszystko on miał wpływ. Po chwili wszedł do mojej sali. Bez słowa usiadł na krześle.
-Mario... -zaczęłam, ale mi przerwał.
-Nie wiem, czy to odpowiedni czas na rozmowę. Lekarz powiedział, że masz się  nie denerwować.
-Nie będę.
-...
-Wiedzą.?
-Tak.
-Jak Marco zareagował.?
-Wyszedł.
-Mówił coś jeszcze.?
-Tak.
-Wiesz co to monosylaba .?
-Tak.
-To możesz mówić do mnie po ludzku .?
-Tak... Oczywiście. Jak sobie życzysz.
-Co mówił Marco .?
-Musi to przemyśleć, bo zawiódł się na dwóch najważniejszych osobach w jego życiu.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć...
-Gniewasz się na mnie.? -spytał ze spuszczoną głową
-Nie, na siebie. Gdybym nie ćpała, powiedziała prawdę i miała z tobą dobry kontakt wszystko byłoby okey. Ale ja idiotka, zawsze muszę wszystko spieprzyć.
-To ja spieprzyłem... Gdyby nie Bayern... może byśmy się dogadali.
Zrobiło mi się głupio. On miał rację. Nie lubiłam go ze względu na Monachium. Co ja w ogóle odwalałam.? Nie miejsce zamieszkania czyni człowieka.
-Przepraszam -wyznałam.- Głupia jestem.
-To raczej ja powinienem cię przeprosić za ten list.
-Mario ty nie rozumiesz, że to i tak moja wina.? Gdybyś tego nie napisał i Marco dowiedziałby się sam, mogłoby być jeszcze gorzej.
-Ale i tak przepraszam...
-Wszystko okey. A co z tym... z pracą w Monachium .?
-Dyrektor powiedział, że nie chce Twojego CV tylko kilka zdjęć, które zrobiłaś. Mam je jemu dostarczyć. Ty dojedziesz jak będziesz mogła, sprawdzi cię w praktyce i już.
-Okey. Powiesz Dadze, to ona da ci kilka zdjęć. I...Dziękuję... Za wszystko.
Z trudem to powiedziałam, ale udało się.
-To ja będę leciał. Muszę porozmawiać z Marco.
-Dobrze. Powiedz mu, że go kocham okey .?
Uśmiechnął się lekko, po czym wyszedł.
I taki efekt jak ocenia się człowieka, którego tak naprawdę się nie zna. Znałam go , zanim go poznałam. Już wiedziałam co o nim myślę, jaki jest... To nienormalne i głupie.
-Mogę .? -zajrzała do pokoju Daga
I ten kochany polski język. 
-Pewnie kochana -uśmiechnęłam się.
Usiadła na krawędzi mojego łóżka trzymając moją dłoń.
-Jak się czujesz.? -spytała
-W porządku. Tylko trochę rozmazany obraz - by nie było sztywno zaśmiałam się.
-A co z Marco i Mario. ?
-Z Gotze okey, ale z nim... Jakoś się ułoży, nie chcę teraz o tym myśleć.
-Rozumiem. Przynieść ci coś.? Może czegoś potrzebujesz.?
-Przestań, wszystko okey. Chciałabym trochę odpocząć...
Tak naprawdę to chciałam tylko wszystko przemyśleć. Wiem... chamsko wyrzucać przyjaciółkę za drzwi, ale czułam jak to wszystko mnie przerasta.
-Pewnie. Jakby co wołaj, jestem na korytarzu -pocałowała mnie w policzek i wyszła. 
-Jejku Daguś, nic mi nie jest.
Teraz miałam czas na przemyślenie kilku spraw i podjęcie ważnych decyzji.
############################## 
Ten sam czas (oczami Kevina)
-I co.? -spytałem gdy Malicka wróciła na korytarz
-Aga śpi. Zajrzycie do niej później. Dobra.?
Czułem się trochę rozczarowany, bo chciałem wyznać przyjaciółce jak myślałem, gdy ona walczyła o życie.
-Dobra -powiedziałem równo z Jonasem.
-Cześć, Aga na sali .? -spytała ta osoba, której zbytnio nie trawię
Była u mnie wczoraj. Pytała czy Agnieszka jest w szpitalu, ale nie sądziłem, że tu przyjedzie. Poza tym nic nie wspominałem.
-Tak. Teraz odpoczywa. Przyjedz później jak możesz -moja dziewczyna też niepełna radości, z powodu tego towarzystwa, odpowiedziała młodej osobie... 
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Hue hue hue... i jak .? Mi się podoba. :D Sprostowałam kilka spraw i jak to na koniec bywała... musiałam namieszać :D
Jak myślicie kto nie lubiany przez Dagę i Kevina chciał odwiedzić Agę .? ^^ 
Mario i Agnieszka .... zaprzyjaźnią się naprawdę, czy  może oszukują samych siebie .? 
A Marco ...? Wybaczy im .? No i wiele innych pytań mogłabym zadać
No jestem ciekawa Waszych przypuszczeń i mam nadzieję, że blog choć trochę się Wam podoba.
NEXT JAK BĘDZIE MIN.5 KOMENTARZY .! :D
BuZiAkI ;*

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 26

-Słuchaj, gadałem z Jonasem i wspólnie dopracowaliśmy jego plan -wyznał.
-Ale, że jak .? -spytałem nic nie rozumiejąc
-No więc... wszyscy kibice BVB wiedzą, że ty od zawsze na zawsze Borussen i z tobą mają najlepszy kontakt...
-No i co w związku z tym.? -niecierpliwiłem się
-Wejdź na facebooka i dodaj wpis .: Siema, poszukuję trzech polskich i niemieckich kibiców Borussii.
-I oni też przyjdą ?
Dobrze znałem plan Hofmann'a, był naprawdę świetny i pomysłowy. Napewno by ucieszył Agnieszkę. A wraz z nią, całą reszta.
-Tak.
-Okey.
Zalogowałem się na tamten portal społecznościowy i napisałem. : Witajcie moi kochani Borussen .! ;) <3 Jest pewna sprawa i mam do Was prośbę. . . Napewno wiecie z internetu, bądź gazet, że moja przyjaciółka jest w szpitalu. Mamy dla niej zamiar przygotować niespodziankę. :D Potrzebuję sześciu prawdziwych, oddanych, jedynych kibiców Borussii Dortmund.: trzech Polaków i trzech Niemców. Chętni pisać na priv tam dostarczę szczegóły .! :D Kto pierwszy ten lepszy .!!! :)) [Wasz Kevin] 
Opublikowałem post i czekałem na wiadomości, które pojawiły się w mgnieniu oka.
Był to ciekawy pomysł. Podczas gdy to ja byłem nastoletnim kibicem i marzyłem o grze w pierwszej Borussii, czekałem na takie okazje i fakt, że ja mogłem dać te okazje innym kibicom mnie uszczęśliwiał.
-Wiecie co... ? -Mario wstał z łóżka i kłopotliwie drapał po głowie -Wiem, że ten...bo tego... nie, że coś ale... skupcie się może na meczu. To Liga Mistrzów.
-Przecież wiemy -pokiwałem głową.
-Ciekawe czy trener da mi szansę -zamyślił się Jonas.
-Napewno zagrasz ... jakieś 2 minuty - wypowiedź Marco wywołała śmiech.
-Lepsze dwie minuty, niż zero -wzruszył ramionami.
 Spoglądnąłem na ekran laptopa. Mało  mi gałki z oczodołów nie wyszły. Miałem 71 wiadomości z pytaniami co do opublikowanego przeze mnie postu.
-To kogo wybieramy .? -spytałem patrząc na siedzących obok mnie pomocników BVB
-Dobra, muszę to powiedzieć, bo widzę, że wy nie myślicie rozsądnie - Gotze ponownie nerwowo zwiedzał pokój. -A pomyśleliście co będzie jak ona jednak umrze.? Przecież lekarz sam powiedział : szanse na to, że przeżyje są małe , bo to jakaś tam śpiączka. No tak , czy nie.? -zapytał patrząc na nasze zdezorientowane miny
Miał racje. Szanse na wyzdrowienie Agnieszki były małe, ale i tak zawzięcie wszyscy wierzyliśmy w cud. Nie przemyśleliśmy do końca naszego planu. Co jak ona umrze.? Co powiemy kibicom, którym zrobiliśmy nadzieję.? Sam na ich  miejscu poczułbym rozczarowanie i złość na piłkarza. Nie mogłem na to pozwolić.
-Ona z tego wyjdzie -wyszeptałem.
-Kevin ocknij się.! -Mario stanął obok nas -Wiecie dobrze jakie ona ma szczęście.!
-Przestań.! -młody brunet stanął naprzeciw Bawarczyka - My wierzymy, że z tego wyjdzie.! Wiara czyni cuda i kto jak kto, ale ty powinieneś o tym wiedzieć.
-Nie... czekajcie. Mario ma rację -powiedział zasmucony Reus. -Spójrzmy prawdzie w oczy. Jej wyzdrowienie graniczy z cudem... Skupmy się na meczu... -wymamrotał od niechcenia po czym zniknął za drzwiami łazienki.
############################## 
19 września 2013r. (godz. 12:30) 
Nie dość, że mecz przegraliśmy to na dodatek Roman załapał czerwoną kartkę. Czy mogło być jeszcze gorzej.?
Zdenerwowany wszedłem do mieszkania rzucając kluczyki na blat w kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem wódkę. Zacząłem pić kieliszek po kieliszku, tak by stracić świadomość tego co dzieje się w około. Miałem dosyć i choć na chwilę chciałem zapomnieć o problemach. O wszystkim ,dosłownie. Każdy w życiu ma takie momenty, że chce zasnąć i nie myśleć o niczym. Mieć wszystko i wszystkich gdzieś, nie przejmować się sytuacjami, które są w tej chwili ani nawet sobą i bliskimi. Po prostu ma wszystkiego dość i chce się wyłączyć, odizolować... Ja chciałem wtedy.
Wziąłem kolejny łyk alkoholu, tym samym opróżniając połowę butelki. Usłyszałem  nerwowe pukanie do drzwi. Nie miałem ochoty ich otwierać. Jednak niechciany gość nie odpuszczał. Wstałem z krzesła i wolno poczłapałem do drzwi. Otworzyłem i przez chwilę myślałem, że mam zwidy.
-Co ty tu robisz.? -spytałem trzymając mocno framugę drzwi, by utrzymać równowagę
-To prawda, że Aga jest w szpitalu.?
-Nawet jeśli, to nic ci do tego. Właściwie się nie znacie - traktowałem tą osobę chamsko.- Po co tu jesteś. ?
-Kevin... jesteś pijany.
-Gówn* ci do tego.! Wyjdź i już nigdy nie wracaj - rozkazałem po czym zamknąłem drzwi na zamek.
Miałem dosyć uwag innych.  Mogliby od czasu, do czasu zająć się sobą, a nie innymi. Jeszcze brakowało pana z paparazzi, który by powiedział .:Panie Kevinie, czy zdaje pan sobie sprawę, że jest pijanym dupkiem, który zamiast siedzieć z przyjaciółką i dziewczyną w szpitalu piję sobie najdroższą wódkę na rynku. To byłyby słowa bez odrobiny kłamstwa, lecz w tamtym momencie nie brałbym ich do siebie. Chciałem się po prostu odciąć od świata. Tak najzwyczajniej.
Położyłem się na kanapie i z zamkniętymi oczami oczekiwałem na sen. Gdy już wpadłem w objęcia Morfeusza do moich uszu dobiegł ten okropny dźwięk telefonu. Przekląłem głośno i wkurzony wyjąłem I'Phona z kieszeni garnituru. Na wyświetlaczu widniał napis Daga ;* Westchnąłem i odebrałem.
-Wszystko okey - powiedziałem na dzień dobry i do widzenia.
Zdenerwowany rzuciłem telefonem o podłogę. Roztrzaskał się. Z tego co widziałem to ekran pęk.
-A ciul .! -wymamrotałem i opadłem na łóżko
############################## 
19 września 2013r. (godz. 20:30) 
Spałem sobie jak gdyby nigdy nic, ale jak to w życiu bywa coś musiało mnie obudzić. Był to dzwonek. Zaspany wstałem z narożnika i trzymając się  za bolącą głowę otworzyłem drzwi. Zobaczyłem dwóch policjantów.
-O co chodzi.? -spytałem
-Pan Ilkay Gundogan został zamordowany. Jest pan jednym z podejrzanych -wypalił ten wyższy.
-Że niby co.!? Nasz Gundo .!?
-Tak. Został zamordowany u siebie w domu...
Oblany potem i ze łzami w oczach wyrwałem się ze snu. Mój oddech był szybki i nerwowy. Mimo, że był to tylko sen, obawa tkwiła gdzieś we mnie. Głupi ja nawet nie miałem jak do niego zadzwonić.
-To tylko sen, nic mu nie jest -pocieszałem się.
W końcu wybuchłem śmiechem.
Poszedłem do kuchni i wyjąłem z niej wodę. Mało co nie upuściłem jej z rąk. Do domu znienacka wszedł klubowy kolega. Stanął naprzeciwko mnie i rozejrzał się po pokoju. Ujrzał to czego chciał, bo jego wzrok zatrzymał się na szklanej butelce. Podszedł, chwycił w ręce i rozwalił moje procenty o podłogę.
-Co ty kur** robisz.?! -nerwy mi puściły 
-A ty .!? Twoja dziewczyna, przyjaciółka, koleżanka i dwóch kumpli siedzi płacząc nad Agą, a ty kurde pijesz.? Serio uważasz, że to coś da.? To gratuluje rozwiązania -kiwnął głową.
-Serio uważasz, że to coś da .? -zacytowałem - Łzy życia nie przywrócą.
I dopiero gdy to wypowiedziałem zdałem sobie sprawę z głupoty moich słów. Fakt, faktem, ale przesadziłem. To przecież prawda, że płakanie nad jej łóżkiem nie przyniesie skutków, jednak zawsze lepiej mieć czas na pożegnanie. No i ... zawsze można liczyć na cud.
-Serio .? -spytał Hofmann podchodząc do mnie i patrzał mi w oczy
Na ogół był miły i łatwy w kontaktach z ludźmi.  Dla nie jednej osoby okazałby się wspaniałym przyjacielem. No właśnie... w tym momencie on był troskliwym przyjacielem.
-Ty zagorzały kretynie. Chcesz proszę bardzo, zostań tu, nie odwiedzaj jej, nie przychodź, ale nie udawaj radości gdy się wybudzi. Wiesz.,.. myślałem, że jesteś inny. I widać, jednak nie. Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Po cholerę robiłeś jej nadzieję, na zajebist* przyjaźń jak wcale do tego nie zmierzałeś. Postaw się na jej miejscu, a później postępuj- zbliżył się do wyjścia. -Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale Daga też cierpi z powodu twojej nieobecności -wyszedł trzaskając drzwiami.
Nosz .! To głupie uczucie, gdy ktoś ma rację.
Wyszedłem z domu zamykając go na klucz i skierowałem się do mojego auta. Po chwili jednak skapnąłem się, że nie wziąłem kluczyków. Już miałem zamiar wrócić do mieszkania, ale usłyszałem trąbienie. Popatrzyłem na ulicę.
-Wiedziałem.! Wsiadaj.! -krzyknął do mnie roześmiany Jonas
Spojrzałem na niego zrezygnowanie. Nie miałem wyboru musiałem z nim jechać, by było szybciej.
Zająłem miejsce pasażera. Głupio było mi co kolwiek powiedzieć.
-Oj Kevin, Kevin... z tobą to gorzej jak z dzieckiem.
Udałem, że tego nie słyszałem. Nie wiedziałam co powiedzieć i czy w ogóle coś mówić. 
Gdy dojechaliśmy na miejsce wysiedliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do sali, w której przebywała Aga. Oprócz niej zobaczyłem : Anię, Lewego, Marco i Dagę.
-Jaką piosenkę najbardziej lubi Aga.? -spytał Jonas
-Y... o Nurim.. -wyjąkała jej siostra.
-Okey. Jaką .?
-Der Muri - Nuri.
Jonas podszedł do jej łóżka i puścił z telefonu tą piosenkę.
-Widzisz Aga.? Dbamy tu o ciebie -zaśmiał się.
Panowała cisza. Było nas sześcioro, a nikt nic nie mówił. Coś wisiało w powietrzu. Jakaś spina, niepewność, obawa.
-Weźcie coś mówcie, bo jest jak na stypie -poprosił Jonas ze śmiechem.
-Podziwiam ciebie... Jak możesz mieć tak dobry humor .? -zdziwił się Marco
-No bo ja w nią wierzę. Wiecie...to się nazywa OPTYMIZM .! -ponownie wybuchł śmiechem rozluźniając atmosferę
-Widzieliście co Roman wstawił na fb .? -spytała Ania pomagając Hofmann'owi
-Co takiego .? -spytał
-Że po meczu śmierdzi jak zepsuta kukurydza.
-O.o .?
-Hahaha...
-Karniak .? -spytałem
-Raczej- rzekła.
-Ej... ?  -zaczął niepewnie Jonas -Ona... Ona się budzi.!!!! Budzi się.!! Lećcie po lekarza.!
Ania w mgnieniu oka wybiegła z sali. Ja popatrzałem na Agnieszkę. Jej lewa dłoń wystukiwała rytm piosenki. Uśmiechnąłem się sam do siebie.  Jak mogłem choć na chwilę zwątpić w jej przeżycie.?
Czy nadal mogłem nazywać się jej przyjacielem.? Ja... nazywając się jej bratem, opiekunem, oparciem... zmobilizowałem do tego, by w nią wierzyć, rozumieć i pocieszać mimo wszystko. A dałem ciała, na maxa. Sam nie wiem jak mogłem do tego dopuścić. Chwila słabości .? Brak wiary w jej siły.? Przyjaźń jest bezinteresowna i najsilniejsza. Ja to zniszczyłem.
Powoli otwierała oczy nadal wystukując palcami rytm piosenki. 
-Aga słyszysz mnie.? -spytał szeptem uszczęśliwiony kolega
Moja dziewczyna stała jak zaczarowana nie wiedząc co robić.
-Mar...? -wyszeptała najciszej, prawie niesłyszalnie
-Nie, Jonas. Zaraz będzie lekarz...
-A Dag...a .?
-Jest tu. Spokojnie.
-Wszystko będzie okey -Marco dotknął jej dłoni, a na jej twarzy zawitał słaby,lecz szczery uśmiech.
Do pokoju wpadł lekarz wraz z Lewandowską. Nakazał nam odejść. Wyciągnął z kieszeni latarkę i świecił Majewskiej w oczy. 
-Coś nie tak... -zamyślił się.
Nagle maszyna obok jej łóżka zaczęła szybko pikać.
-Zawołać kogoś szybko .! -nakazał doktor
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
No i bien ;D Wybaczcie. Tak, długo nie dodawałam, ale tak jakoś wyszło, ze nie miałam kiedy napisać. Mam nadzieję, że się podoba... Chociaż mi nie. Bo wszystko kręci się w okół Agi... ale w następnym będzie dużo zamieszania ;) Buziaki i nie gniewajcie się za taki urywek :D..I nie mam pojęcia co z Agą... :( Zabić, czy nie... potrzebuję czasu na zastanowienie...
Proszę o komenty i dzięki za wszystko .! <3 Za to, że jesteście .! ;*




sobota, 26 października 2013

Rozdział 25.

Wszedłem do sali z moją dziewczyną i nie wierzyłem w to co wtedy zobaczyłem. Na jednym z czterech łóżek leżała Agnieszka. Poczułem jak moje nogi są niczym wata, a serce wymięka. Dość dziwne określenia, ale gdy widzisz swoją przyjaciółkę nieprzytomną z kilkoma bandażami na ciele nie wiesz co masz robić. Dagę jednak przejęła ta druga kobieta leżąca na łóżku obok. Była przytomna. Wyglądała na oko jakoś z 40/50 lat.
-Mamo ... ? -wydusiła Dagmara siadając na krawędzi szpitalnego łóżka i złapała opatuloną bandażem, dłoń swojej matki
-To, to twoja mama ? -tylko tyle zdołałem powiedzieć
Kobieta spojrzała na mnie, po czym kiwnęła głową w stronę Agi.
-Mi nic nie jest. Jakaś rana na czole i skręcony nadgarstek, za to jej...Wybaczcie mi proszę... Ona szła tak szybko, nie widziałam jej i potrąciłam.
-Co?! -oburzyła się Malicka -Mamo jak mogłaś ? -zaczęła szlochać- Ona ma tak ciężkie życie, a ty jej to jeszcze bardziej utrudniasz. Mamo... -odeszła z jej łóżka tonąc w łzach i podeszła do Agi.
Zrobiłem to samo. Usiadłem na drugiej krawędzi łóżka przyjaciółki i delikatnie położyłem dłoń na jej ramieniu. Popłakałem się. Strasznie jest widzieć przyjaciółkę w takim stanie.
-Aga, nie możesz -mówiła moja dziewczyna z pretensjami do nieprzytomnej.- Wiem, że mnie słyszysz. Aguś proszę... Obudź się. Obiecuję, że już zawsze będę przy tobie. Ja i Kevin. Tylko proszę obudź się...
To było straszne. Nie da się tego inaczej opisać. Wiele razy ktoś mówi, że ma pecha, ale Majewska miała go ponad wszystko.
Moja dziewczyna wtuliła się w Agnieszkę i szeptała jej coś do ucha. Nie chciałem im przeszkadzać. Chciałem ''porozmawiać'' z nią sam na sam, nie przy kimś i pewnie Dagmara tak samo.
-Zaraz wrócę -poinformowałem i wyszedłem na korytarz.
Usiadłem na krześle naprzeciw drzwi. Widok miałem właśnie na tą salę. Wyciągnąłem telefon ze spodni i wybrałem numer Marco. Kto jak kto, ale on powinien o tym wiedzieć.
-Halo ? -usłyszałem głos przyjaciela
-Marco, przyjedź do szpitala.
Nie chciałem mu jeszcze mówić, by nie był zbyt poddenerwowany.
-Coś ci się stało ?
-Nie, nie mi, ale przyjedź.
-Agnieszka jest w szpitalu ?! -spytał
-Może. Przyjedź jak najszybciej.
-Kevin...  ja się z nią pokłóciłem -wyznał z żalem.
-Ty idioto...
-Wiem. Ale co ty być zrobił gdyby Daga...-nie dałem mu dokończyć.
-To było dawno.! Rozumiesz?! DAWNO .! Każdy zasługuje na drugą szansę.
-Może masz racje...
-Ja ją mam.! Przyjeżdżaj tu jak najszybciej. Do zobaczenia -podałem mu adres i rozłączyłem się.
Zauważyłem, że do sali wchodzi lekarz. Wszedłem zaraz za nim.
-Witam. Pani zapewne jest Dagmara Maliska?
-Malicka -poprawiła go.
-Tak, właśnie. Pani matka zostanie dziś u nas na obserwację. Jutro już będzie mogła wyjść.
-A co z Agą ? -spytałem
-Tak... stan pani Agnieszki jest nieco gorszy. Pani Majewska jest w śpiączce ... -nie dokończył, bo moja dziewczyna zabrała głos.
-Jak długo to potrwa?
-Śpiączka trwa od paru godzin po kilka tygodni. Po miesiącu następuje tak zwana śmierć mózgu -wyjaśnił.
-A czy jest szansa, że u Agi właśnie tak się stanie?
-Y... no. Powiem krótko. Jej życie będzie zależało od najbliższych kilkudziesięciu dni. Narazie szanse naszym zdaniem są nikłe, ale nie takie cuda miały miejsce.
-Zaraz.! -ocknęła się moja dziewczyna, po czym obróciła w stronę matki -Mamo, ciocia Renata była w śpiączce, ale... ona po przebudzeniu nas nie pamiętała -wybuchła płaczem i podeszła tuląc się do mnie. 
-Panie doktorze, to prawda? -zapytałem
-Tak. Możliwe, że pacjent po przebudzeniu będzie miał problemy z mową, chodzeniem, bądź pamięcią. Śpiączka tak naprawdę jest dla nas zagadką.
-A da się coś zrobić by się obudziła ? -zapytałem
-Niech państwo z nią rozmawiają, niekiedy to pomaga -uśmiechnął się lekko i wyszedł.
Dziewczyna wtulona we mnie szlochała jeszcze bardziej.
-Co się...Aga?! Co to ma znaczyć.?! Czemu jest nie przytomna.!? - pytał zdenerwowany Reus -Cholera.! To przecież moja wina.! -ukrył twarz w dłoniach
Po chwili do pomieszczenia wbiegł także Gotze. Zrobił wielkie oczy po czym złapał się za głowę. 
-Kur*a mać.!
Podszedł do swojego największego przyjaciela i położył mu rękę na ramieniu. Ja i Daga uważnie się im przyglądaliśmy.
-Marco, wybacz... To moja wina. Gdybym wtedy z Jonasem ją powstrzymali, zatrzymali... może by nie pobiegła. Dobrze mówiła.!
-Mario o czym ty mówisz? -spytał mój kolega z klubu
-Byłem z Jonasem się przejść. Zauważyliśmy Agę jak płakała. Hofmann ją przytulił i próbował ją uspokoić. Ale oczywiście musiałem się wtrącić i wyprowadzić ją z równowagi. A wiecie co powiedziała jak się sprzeczaliśmy ? Ciekawe czy przyjdziesz na mój pogrzeb jak wyprowadzisz mnie z równowagi tak na maxa.
-Mówiliście, że wszystko okey .! -oburzył się
-No bo... Marco robiliśmy to dla ciebie. Nie chcieliśmy byś się na nas gniewał.
-I dzięki waszym dziecinnym sprzeczką Aga jest w szpitalu.!
-Mówiłeś, że nie wiesz czy chcesz z nią być.! Że boisz się jej zaufać -przypomniał mu coś.
Zmarszczyłem brwi. Takie słowa nie były w stylu Reus'a i nie wyobrażałem sobie by taką wypowiedź  mógł skierować w stronę swojej ukochanej.
-Ale to nie zmienia faktu, że mi na niej zależy.
-Uspokójcie się.! -zażądała starsza Malicka -Ona to wszystko słyszy -wskazała na naszą przyjaciółkę.
-Mogę zostać z nią sam ? -spytał Mario
-Dobry pomysł chłopcze. Przejdę się do toalety -wstała z łóżka, a ja z jej córką pomogliśmy jej dość do drzwi.
Daga poszła ze swoją mamą do toalety, a ja wraz z Marco zostaliśmy na korytarzu. Było tam tylko jedno krzesło, więc ustąpiłem miejsca pomocnikowi tutejszego klubu , a sam spocząłem przy zamkniętych drzwiach od sali Agi.
Całkiem niechcący słyszałem wszystkie słowa wypowiadane przez Mario.
-Aga, przepraszam. Wybacz mi, że byłem tak nie miły i za wszelką cenę chciałem odsunąć cię od Marco. Wiem, było to głupie i właściwie sam nie wiem dlaczego to robiłem... -urwał po chwili szlochając. -Wtedy jak mówiłaś o tym pogrzebie... o swoim pogrzebie... nie wiedziałem, że mówisz poważnie. Wiesz, miałaś rację, że będę miał wyrzuty sumienia. Znasz mnie lepiej niż ja sam siebie -zaśmiał się przez płacz. -Ale, Aga, bo ty nie możesz. Ten no... musisz się obudzić. Marco cię kocha i napewno żałuje słów, które powiedział. Mogę ci to zapewnić bo rozmawialiśmy zaraz po waszej kłótni. To tyle -usłyszałem jeden krótki krok. -Jednak nie. Chciałbym ci coś wyjaśnić. Nie będę dużo mówił, bo Marco pewnie chce z tobą jeszcze porozmawiać, ale powiem kilka ważnych słów. Gdybym miał opisać swoje życie jednym kolorem, napewno byłby to żółty- głos mu się załamał i po chwili musiałem odsunąć się od drzwi.
-Nie wierzę. Gotze płacze -próbował nas rozweselić Reus.
-Jak stamtąd wrócisz też będziesz płakał -zapewnił go.
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Właściwie to sam nie wiem dlaczego chciałem podsłuchiwać to co mówił mój kumpel do poszkodowanej. Może ponownie zacząłem się o nią martwić. ? W końcu Marco obiecał, że jej nie skrzywdzi, a tym czasem gdyby zachował się tak jak powinien nie doszłoby do wypadku.
Kumpel wszedł do sali, a ja usiadłem pod drzwiami. Mario przysiadł się do mnie. Rzuciłem mu pytające spojrzenie. 
-No co ? Też jestem ciekaw.
W odpowiedzi kiwnąłem głową. Po chwili do naszych uszu doszedł zachrypnięty głos Marco.
-Aguś, wiesz, że cię kocham .? Sam nie wiem co mi wtedy odbiło. Nie zasługuję na jakiekolwiek wybaczenie. Przesadziłem. Obiecałem, że ciebie nie skrzywdzę, zawaliłem. Mówią - winny się tłumaczy. I ja mógłbym tłumaczyć swoje zachowanie w nieskończoność błagając cię o wybaczenie, ale ja po prostu na nie nie zasługuję. Powinnaś być z kimś innym, kimś kto na to zasługuje... -pociągnął nosem. - Nie musimy się nawet widywać, zniknę z twojego życia nie ryzykując tym, że kiedykolwiek jeszcze cię zranię, tylko proszę obudź się. Zrób to dla Kevina, Dagi i ...Mario. Wiesz, on chyba żałuje tego jak cię traktował. Bez powodu by w końcu nie płakał... Nie wiem co jeszcze powiedzieć. Więc.... może pójdę. Proszę obudź się -chyba ją pocałował.
Usłyszeliśmy kroki, dlatego szybkim tempem odsunęliśmy się od drzwi i pozwoliliśmy Marco swobodnie wyjść. Zrobił krok na korytarz i dziwnie się kiwnął łapiąc pospiesznie futrynę drzwi. W obawach przed omdleniem kumpla wraz z Gotze go podtrzymaliśmy.
-Wszystko okey ? -spytałem
-Pójdę po lekarza - powiedział Mario gotów wyruszyć na poszukiwania.
-Nie trzeba. Po prostu ...dajcie mi tylko wody.
Posadziliśmy go na krześle i Mario pobiegł do szpitalnego sklepiku po coś do picia. Ja stałem przy przyjacielu i uważnie czuwałem, by nie zemdlał. Nawet nie wiem kiedy przyszły Malickie.
-Gdzie Mario ? Co jest Marco ? -zasypała mnie pytaniami ta młodsza
-Wszystko okey. Mario poszedł po picie -wyjaśniłem.
Kiwnęła głową i weszła do sali. Położyła rodzicielkę do łóżka i spoczęła na kanapie naprzeciw łóżek szpitalnych. Położyła się i płakała.
-Masz -gracz Bayern'u wręczył mi wodę, a ja podałem ją dalej.
-Masz Marco, napij się. Może wyjdziemy na dwór ? -zapytałem
-Kevin, wyluzuj. To nie ja jestem w śpiączce -wziął łyk H2O po czym po jego policzkach spłynęły łzy.
Wypadek nie miał kiedy się zdarzyć ? Musiał akurat dziś ? Jutro rano wylatujemy do Napoli. Jak mieliśmy wygrać mecz skoro nasz największy as był zrozpaczony ? Nasze partnerki na trybunach Stadio San Paolo miały dać nam kompa, być prywatną motywacją na trybunach. A tymczasem obydwie zostaną w Dortmundzie na sali szpitalnej.
Wszedłem do pomieszczenia. Moja dziewczyna, zarówno jak jej matka, spała. Pomyślałem, że to idealna sytuacja by porozmawiać z Agnieszką. Poinformowałem kumpli o tym co zamierzam i poprosiłem by jeszcze chwilę posiedzieli na korytarzu. Zamknąłem drzwi i najciszej jak potrafiłem zbliżyłem się do łóżka przyjaciółki. Ujrzałem stołek, więc podsunąłem go i usiadłem trzymając dłoń nieprzytomnej.
-Aga... wiesz jak to boli ? Wiesz jak jest patrzeć na przyjaciółkę, która jest w śpiączce i nie wiadomo czy w ogóle się wybudzi ? -momentalnie do oczu napłynęły mi łzy - Nie możesz nam tego zrobić. Nie wyobrażam sobie życia bez takiej przyjaciółki jak ty.. I pomyśleć, że to wszystko zaczęło się w pociągu -uśmiechnąłem się przez łzy, które spływały po policzkach.- Jesteś dla mnie ważna. I... i wybacz... Obawiałem się, że twój związek z Marco nie będzie idealny. Powinienem coś z tym zrobić, ostrzec cię. Co kolwiek. Powinienem być przy tobie częściej. A ja idiota -wybuchłem płaczem. -Zaniedbałem naszą przyjaźń dla Dagi. Pewnie się cieszyłaś, że z nią jestem. Ja cieszyłem się, że jesteś z Marco...ale gdyby nie nasze poznanie nie było by tego wszystkiego. Ciebie poznałem pierwszą i nasza przyjaźń zawsze będzie na pierwszym miejscu -zaśmiałem się płacząc. -Będzie nawet nad Borussią ...
############################## 
17. września 2013r. 
Cała nasza trójka w ponurym nastroju wsiadła do samolotu. Tak trójka, Mario też leci na nasz mecz. Grał w Bayern'ie, ale sercem zawsze był z nami. Ze swoją Borussią. Jego odejście do Monachium nie sprawiło, że na zawsze wymazał z pamięci kumpli i przywiązanie do klubu. W każdej wolnej chwili przyjeżdżał do nas. Szkoda, że Agnieszka nie była w stanie tego pojąć. Gotze wyznał nam, że żałuje zachowania co do polki i bierze na siebie odpowiedzialność za wypadek. Marco mu wybaczył, bo na tym polega prawdziwa przyjaźń. Początkowo się wkurzył, normalne, ale określenie, że ktoś jest dla nas jak rodzeństwo świadczy o tym, że potrafimy sobie wybaczyć nawet największe błędy. I Reus właśnie tak zrobił. Ja też wybaczyłem. Sam byłem zdziwiony, ale w takiej sytuacji nie ma się co kłócić, bo to nie przywróci Adze zdrowia. Jednak wydawało mi się, że młody Bawarczyk nie chce nam czegoś powiedzieć. Nie miałem co liczyć na to, że mi to powie, bo o wiele bliżej był z Marco, więc to on dowiedziałby się pierwszy.
Cała drużyna wiedziała, że koleżanka od dobrych babeczek jest w szpitalu. Niektórzy się nawet tym przejęli, zwłaszcza Nuri z Tugbą i Omerkiem, Jonas, Mats i Mittchel wraz z Schmelzerem. Non stop wypytywali o szczegóły jej pobytu w szpitalu. Także pocieszali mnie, Marco i Mario, to było bezcenne. Nasza drużyna jest jak jedna wielka rodzina, która wspiera się wzajemnie w trudnych sytuacjach.
Zająłem swoje miejsce w samolocie między Jonasem,a Romanem.
-Kevin, Daga została z Agą ? -spytał Hofmann
-Tak. Wczoraj nawet chciała zostać na noc w szpitalu, ale jej mama na to nie pozwoliła zapewniając ją, że jakby co zadzwoni. Najgorsze jest tylko, że dziś pani Zofia wychodzi i martwię się, czy Daga nie będzie się zaniedbywać, ponieważ całymi dniami będzie przy Adze. Wiesz jak to bywa... jeszcze się zagłodzi, czy coś, przestanie spać... Martwię się podwójnie.
-Potrójnie powinieneś -powiedział Weiderfeller. -Spójrz na Marco. Jest praktycznie wyłączony.
-Fakt, jak tylko będziemy w hotelu będę musiał z nim porozmawiać -przyznałem mu rację.
-Szczerze to ja mu się nie dziwię -przyznał gracz z siódemką na plecach. -Jakbym powiedział coś takiego, a później moja ukochana miałby wypadek nigdy bym sobie tego nie wybaczył.
-Szkoda, że tak to się potoczyło -westchnął bramkarz. -Fajna z niej dziewczyna, przykro by było gdyby... Co ja gadam?! Dzielna jest. Da radę- podnosił na duchu siebie i mnie.
Takie słowa były w tamtym momencie niezbędne.
-Tak, racja. Wrażliwa, ale potrafi być ostra -wyznał młodszy z lekkim uśmiechem.
-Oj Jonas, Jonas... -poklepałem go po ramieniu.
-Wiecie co? Mam plan -rozpromienił się. -Po powrocie do Dortmundu zrobimy tak...
############################## 
17. września 2013r. (godz.21:00)
Pokój w hotelu dzieliłem z Hummels'em. Teraz w końcu był czas na rozpakowanie swoich rzeczy. Byliśmy po treningu, kolacji i prysznicu. Niektórym osobom humor dopisywał choć widać było, że są trochę podłamani. Może nie wszyscy znali ją tak dobrze, ale wiedzieli jedną, najważniejszą rzecz - Aga to jeden z najbardziej zagorzałych kibiców BVB. Tyle wystarczało. Fan to fan i każdy się liczył, bo wszyscy Borussen to jedna rodzina.
-Rozpakowaliście się ? -do pokoju wszedł Marco
-Ja tak, a Kevinowi coś opornie idzie - odpowiedział Mats.
Westchnąłem i wyciągnąłem z torby laptopa kładąc go na moim łóżku. Przyjaciel nachylił się do mojej walizki.
-Dużo ci nie zostało. Zdążysz to zrobić później, a teraz chodź. Musimy porozmawiać.
-Czytasz w moich myślach ? -spytałem -Też chciałem z tobą pogadać.
-Dobra. Bierz laptopa i chodź -śpieszył się.
-Po co ... ? -nie dał mi dokończyć
-Zobaczysz, chodź.
Spytałem pytająco na obrońcę Borussii, a ten sam chyba nie orientował się o co chodzi. Chwyciłem, więc laptopa i wraz z Marco poszedłem do jego pokoju, który dzielił z Mario. Zastałem tam właśnie jego oraz Jonasa.
-To powiesz mi o co chodzi ? -niecierpliwiłem się
-Usiądź na łóżku i włącz laptopa - poradził i wraz z Gotze zajęli miejsca obok mnie.
Przewróciłem oczami i zrobiłem to co mi kazał.
-I co teraz ? -doczekiwałem
-Słuchaj, gadałem z ...
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
No i jest :D
Boshesz jak ja się cieszę, że mam wenę i pomysły na następne rozdziały :) Ale to tylko i wyłącznie dzięki Wam ;** KOCHAM WAS <3.! Wasze komentarze po prostu mnie uszczęśliwiają i motywują do dalszego pisania. Czasem nawet uśmiecham się do laptopa. Dziękuję Wam za to.! ;* 
A co do bloga... Mario nie powiedział nic o tym , że on napisał list. Myślicie, że powie ? Czy może los się zemści i przypadkiem się wyda ? Czekam na Wasze opinie i krytyki.
PoZdRaWiAm ;*


czwartek, 17 października 2013

Rozdział 24

16 września 2013 (godz.16:00)
Rozprawa sądowa zakończyła się pozytywnym wynikiem, jak dla mnie i moich przyjaciół. Wrogowie otrzymali zakaz zbliżania się do mnie i kilka lat do odsiadki. Bardzo mnie ten fakt ucieszył. Ale to nie koniec. Robert, Kevin i Marco za pomoc policji i szlachetną postawę otrzymali ... po czekoladzie. No ale lepszy rydz niż nic.
Dobrze, że ten rozdział jest już zamknięty. Tylko... koniec jednego rozdziału świadczy o początku nowego. Miałam tylko nadzieję, że lepszego, pozytywniejszego. O miłości i szczęściu... ale przecież realistycznie rzecz ujmując było to niemożliwe. W końcu miałam zostawić to cudowne miasto na minimum trzy dni. Nie dość, że rzadko widywałabym Marco ze względu na mecze i treningi to na dodatek moja praca. Sama zastanawiałam się, czy chcę tam pracować.
Właśnie wyszłam z sądu czując jak w pasie obejmuje mnie  Reus. 
-To może pójdziemy to uczcić? -spytał Robert trzymając Anię za rękę
-Dobry pomysł -przyznała Daga.
Mieliśmy zamiar iść już w stronę miasta, ale usłyszeliśmy wołanie. W jednakowym czasie wszyscy obróciliśmy się w tył i ujrzeliśmy Nicolę.
-Aga.! Zaczekaj.!-biegła w naszą stronę
Nasza paczka wymieniła pytające spojrzenia, po czym kilka par oczu spoczęło na mojej osobie. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami.
Zdyszana dziewczyna zaraz po dobiegnięciu złapała mnie za rękę.
-Dzięki, bo gdyby nie ty...nie wiem, czy bym wyszła z tego żywa- wyznała, po czym spojrzała na Kevina.- Ogólnie, gdyby nie wy.
Kątem oka spojrzałam na Dagmarę. Chyba widziała to samo co ja. W oczach Nicol było coś... jakby niby wdzięczność, ale ... nie wiem. Jak spoglądała na Grosskreutz'a miała maślane oczy.
-Może już pójdziemy ? -spytała Malicka
-Tak, idźcie... jeszcze raz dzięki za wszystko -wyznała koleżanka i pobiegła z powrotem do rodziców.
Wolnym tempem kierowaliśmy się w stronę restauracji znajdującej się naprzeciw sądu.
-Co ty, Daguś? Zazdrosna? -spytał obrońca Borussii przyciągając dziewczynę do siebie
-Widziałaś jak ona na ciebie patrzała? Myślałam, że zje ciebie wzrokiem.
-E tam... na trybunach są ładniejsze -machnął ręką mój chłopak, po czym dostał ode mnie kuksańca w brzuch.
-No bo polki -zaśmiał się Lewy i na policzku Ani złożył pocałunek.
-Ooo... słodziaki -powiedziałam równo z przyjaciółką.
-Nie... ty jesteś słodka -Marco zatrzymał się i objął w talii spoglądając mi w oczy. -Jak miód od pszczółki Emmy.! -chciał mnie pocałować, ale wybuchłam śmiechem podobnie jak pozostali -Powiedziałem coś nie tak? -spytał również śmiejąc się
-Wszystko okey -pocałowałam go.
Reszta drogi do restauracji minęła ''śmiechowo''. A gdy już doszliśmy zajęliśmy miejsce w rogu sali i zamówiliśmy sześć wód z cytryną.
Restauracja nie była tania, stąd też pewnie wynikały pustki, które tu panowały. Sam lokal też nie był przytulny. Niektóre ściany były wyłożone cegłówkami, a inne pomalowane na szaro. Siedzieliśmy przy drewnianym stole, na którym leżały serwetki i świeczka, która powoli gasała. Uwielbiałam te małe świecidełka. Niby zwykła świeczka, ale jakby spojrzeć pod innym kątem świetnie odbija nasze życie. My się rodzimy, a ją ktoś zapala, my chorujemy, ona gaśnie, czasem ją ktoś podpali z powrotem, nas wyleczy, my się przyjaźnimy, ona wędruje z rąk do rąk, my umieramy, ona gaśnie. Wszystko ma taką kolej rzeczy. Wszystko co jest w około stanie się kiedyś bezużyteczne i stare.
-Dziewczyny mamy coś dla was -powiedział Kevin siedzący naprzeciw Dagi.
-Tak ? Niech zgadnę bilety na mecz? -wypaliłam z szerokim uśmiechem
-Pf... i po całej zabawie -posmutniał Marco.
-Ale serio?! Bilety na mecz? -nie dowierzałam -Na wasz mecz?! Na meczyk moich Borussen.?! -aż łzy zakręciły się w moich oczach
Cieszyłam się jak dziecko, ale co się dziwić? W końcu pójście na mecz BVB było moim marzeniem, życiowym celem, które miałam na wyciągnięcie ręki. To niesamowite uczucie. Można by powiedzieć, czułam, że bez najmniejszego problemu mogę góry przenosić.
Wstałam i przytuliłam Grosskreutz'a najmocniej jak potrafiłam.
-Dziękuję. Jesteś wielki. Kocham cię brat- wyznałam.
-Ale... ja mam bilet Dagi, twój ma Marco -wyszczerzył się.
Matko.! No każdy w takiej sytuacji by chciał zniknąć pod ziemią.
-Y... Marco? -odwróciłam się w jego stronę
Wstał i popatrzał na mnie. Zrobiłam mały krok ku jego osobie i dzieliły nas tylko milimetry.
-Masz mi coś do powiedzenia ?  -zagadnął
-Oj Marcuś no... no skarbie... Ej, czekaj.! Dlaczego ty spełniasz moje marzenia , co? -spytałam poważnie
-Takie nowe hobby -pocałował mnie w polik chowając mi coś do kieszeni spodni.
-Ej.! Rączki przy sobie.! -gwałtownie chwyciłam go za nadgarstek
-Bilecik też ? -spytał
-Ah...
-Coś za coś -uśmiechnął się.
Miałam zamiar go pocałować, ale Kevin na to nie pozwolił...
-Ile wy się jeszcze będziecie tak całować?
-Hahaha...pobijamy rekord Guinessa -wyznał Reus.
-Uu... to może my też ? -spojrzał znacząco na Malicką, która tylko pokręciła ze śmiechem głową
Ignorując ich, pocałowałam Marco. Gdy już skończyliśmy puścił mi oczko i wręczył mi bilet. Wtedy.! Wtedy właśnie trzymałam w ręku najcenniejszą rzecz na świecie - Bilet na mecz Borussia Dortmund - Napoli.Początkowo chciałam skakać ze szczęścia, ale szybko się ocknęłam.
-Marco... ja nie mogę tego przyjąć- wyciągnęłam karteczkę w jego stronę.
-Daj spokój, moja ty księżniczko - po tych słowach mimowolnie na mojej twarzy zawitał uśmiech.
Z powrotem zajęliśmy swoje miejsca i po chwili kelnerka przyniosła nasze zamówienie. Wypiliśmy napój co chwila wymieniając niezbyt interesujące dialogi.

############################## 
Godzinę później (oczami Agnieszki)
 Postanowiliśmy, że się rozejdziemy. Robert z Anią poszli do siebie, Daga z Kevinem do niego, a ja z miałam udać się do mojego chłopaka wraz z nim.
Siedzieliśmy w samochodzie. Panowała niezręczna cisza. Wątpię, czy któreś z nas myślało o tamtym wydarzeniu. Sądziłam, że on, podobnie jak ja, myślał o wczorajszym dniu, o tej nieszczęsnej przeszłości. Musiałam z nim na ten temat poważnie porozmawiać, bo obawiałam się, że nic już między nami nie będzie jak było. A przecież nie mogłam do tego dopuścić...
-Marco, możemy pogadać? -spytałam cicho kiedy skręcaliśmy na skrzyżowaniu
Spojrzał na mnie kątem oka, jakby wiedział o czym chcę porozmawiać. Z jego twarzy wynikała nutka niepewności i obawy. Oparłam rękę o szybę i podparłam głowę spoglądając na drogę. On nie powiedział ani słowa. W gronie przyjaciół potrafiłam o tym zapomnieć, ale w jego towarzystwie nie. Chyba po prostu za bardzo mi na nim zależało.
-Marco, ja tak dłużej nie mogę. Mówiłeś, że wszystko okey, a teraz co ?! -wkurzyłam się nie rozumiejąc jego zachowania
-Dziwisz mi się? -zapytał szeptem, jednak później mówił już nieco podwyższonym tonem- Jak ty byś się czuła gdybym to ja zaledwie ponad rok temu wyszedł z więzienia ?
Słyszałam określenie, że pewne słowo może ukuć w serce. Jakoś nigdy tego nie poczułam, olewałam to stwierdzenie myśląc, że jest głupie i bezsensowne. Ale... w tamtym momencie to zabolało. Słowa bolą bardziej niż czyny, a takie to już w ogóle. Myślałam - Zrozumiał, jak dobrze. Uświadamiałam sobie - Jest idealny. Jednak nie oszukujmy się, to były kłamstwa. Rozumiałam, że mógł być nieco poddenerwowany tą sytuacją, zatem to nie należało do jego alibi. Takie słowa to przegięcie.
W oczach zakręciły mi się łzy. Dlaczego wszyscy muszą tak ranić. ? Jakby nie mogli po prostu puść na kompromis i o wszystkim zapomnieć. To naprawdę takie trudne ?
Podjechaliśmy pod jego dom. Żadne z nas nie wyszło z auta. Siedzieliśmy patrząc bezsensu na szybę. Po moim policzku poleciała łza.
-Bądź szczery -szepnęłam bojąc się odpowiedzi.
-Boję się tobie zaufać - wyznał.
Moje oczy wylały kolejne, duże krople wody.
Opuściłam Mercedesa trzaskając drzwiami. Pobiegłam szybkim tempem w stronę mojego, tymczasowego domu ocierając co chwila policzki. W pewnym momencie poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę i mocno trzyma. Przetarłam oczy i ujrzałam Jonasa. Czułam na sobie jego, pytający wzrok. W odpowiedzi pokiwałam przecząco głową, a on mnie przytulił. Wtuliłam się w jego ramiona. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie przez chwilę, że on to Reus. Ale to nie to samo. Nie da się zastąpić chłopaka, dobrym kolegą.
-Ciekawe co na to Marco... -usłyszałam ten triumfujący głos Mario.
W mgnieniu oka opuściłam Jonasa na krok i spojrzałam Gotze'mu w oczy.
-Pieprz się.! Mam twoje komentarze i ciebie gdzieś.! I tą pracę w tym porąbanym Monachium też.! Rozumiesz!? I daruj sobie te złośliwe gatki, bo nic tym nie osiągniesz.
Właściwie nie wiem dlaczego to powiedziałam. Byłam wkurzona, a jak już Jonas mnie uspokoił, to Mario musiał to wszystko zepsuć.
-Wyprowadzę cię z równowagi i podenerwuje -odpowiedział swobodnie spoglądając w moje ślepia.
-Denerwuj proszę bardzo.! Droga wolna -dodałam wkurzającym, miłym tonem. -Ciekawe czy przyjdziesz na mój pogrzeb jak wyprowadzisz mnie z równowagi tak na maxa.
-Ej, spokojnie -stanął między nami gracz BVB.
-To ty wiesz? -wychylił się zza niego Gotze.
-Ale co...? -zapytałam ale głos mi się urwał
Było już wszystko jasne. Zaczęłam płakać jak małe dziecko. Przesadził.! Bardzo przesadził.! Jak on mógł.
-Ty porąbany idioto.! -chciałam się na niego rzucić, jednak Jonas na to nie pozwolił
-Aga, spokojnie. A tak w ogóle to o co chodzi.? -czekał na wyjaśnienia trzymając moje nadgarstki
-Mario napisał list.! Nic w nim nie było prawda.? -spojrzałam na Gotze- Wiedziałeś , że wymięknę i wyznam coś, czego nie powinnam. Ty Bawarska szujo.! Nie wybaczę ci tego nigdy.!
Osłupiony Hofmann pozwolił mi odbiec. Tak też zrobiłam. Biegłam najszybciej jak potrafiłam nie patrząc na otoczenie.  Rozmyślałam zaś o tym co zrobił Mario. Rozumiem, ze od początku nie darzył mnie sympatiom, ale żeby robić coś aż tak głupiego.?! Przez tego idiotę pokłóciłam się z Marco... Jednak po chwili zorientowałam się , że Gotze nie zawinił aż tyle. Więcej winy jest tylko i wyłącznie po mojej stronie. Mojej głupocie i braku wylewności. Byłam na siebie wściekła.

############################## 
  Ten sam czas (oczami Kevina)
Siedziałem sobie w moim salonie, wraz z Dagmarą. Była dla mnie wszystkim. Czułem, ze to ta jedyna. Mógłbym patrzeć w jej oczy, przypominające gwiazdy, całą wieczność, dopóki żyję i rok później. Siedzieliśmy zapatrzeni w siebie sącząc sok pomarańczowy.
-Oj, zaczekaj -usłyszałem wibracje telefonu, a Daga wyciągnęła z kieszeni swoją komórkę. -Zastrzeżony ? -spytała retorycznie
-Odbierz.
-Nie... a jak ktoś sobie żarty robi ?
-Najwyżej, ale może to coś ważnego. Lepiej odebrać żart niż nie odebrać wcale i myśleć później kto to dzwonił.
-Jesteś pewien ?
-Chcesz to ja odbiorę - obdarowałem ją uśmiechem.
-Okey, dziękuję -pocałowała mnie w policzek i wręczyła mi telefon.
Odebrałam i przyłożyłem telefon do ucha. Moja dziewczyna nachylała się usiłując podsłuchać rozmowę.
-Dzień dobry, dzwonię ze szpitala przy ulicy Luisenstraße w Dortmundzie. Czy rozmawiam z panią Dagmarą Mali...ską?
Pośpiesznie oddałem telefon właścicielce. Przeczuwałem co to mogło oznaczać. Coś stało się albo jej rodzinie, albo Agnieszce. Nie chciałem ani jednego ani drugiego.
-Tak, tak, to ja. Coś się stało ?
-...
-Co?! Jak to ?! Nie.! Nie może.! Już jadę proszę czekać.!
Była cała roztrzęsiona, a sok wypadł z jej rąk. Wstała i mało co nie upadła tracąc równowagę. Pośpiesznie ją objąłem.
-Jedziemy -postanowiłem.
Chwilę później ja i Malicka byliśmy już w drodze do szpitala.
-To komu, co się stało ? -pytałem zniecierpliwiony
-Jest w śpiączce... Może ... bo... nie budzi się.!
Rzuciłem jej krótkie spojrzenie. Była cała roztrzęsiona. Obawiałem się, że lekarze będą musieli dać jej coś na uspokojenie. Denerwowało mnie tylko jedno - nadal nie wiedziałem z kim jest tak źle.
Zaparkowałem pod szpitalem. Szybko wysiedliśmy z wozu i pobiegliśmy w stronę wejścia. Ledwo wszedłem, a moja dziewczyna już rozmawiała z jakiś doktorem.
-Kevin, chodź.! -machnęła do mnie ręką i pobiegła
Zorganizowaliśmy sobie szpitalny maraton, bo biegaliśmy po całym budynku  jak opętani. Na jednym z piętr moja dziewczyna zwolniła. W końcu weszła do jakieś sali, a ja za nią...
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Więc zostawiam Was w takim oto momencie ;) tylko proszę nie wyprzedzajcie moich myśli ;D Ale odważę się zapytać : Jak myślicie w szpitalu będzie Agnieszka, czy może mama Dagi ? O.o Liczę na komentarze i dzięki, że jesteście, bo komenty pod tamtym rozdziałem były po prostu biste .! :D
A i wybaczcie, że tak krótko ... ale czasu brak , a chciałam dodać ;P
Next jakoś za dwa tygodnie. ;) dowalę dłuuuugi rozdział :D
A i wybaczcie , że Mario ma tak złą postać, ale to później może się zmienić . :D 
BUZIAKI MIŚKI ;*




sobota, 12 października 2013

Rozdział 23

Momentalnie zrobiło mi się słabo. Obawa przed tym, że mój chłopak i mój wróg mogą dowiedzieć się całej prawdy nie pozwalała mi normalnie myśleć. Wiedziałam, że kiedyś będę musiała im, a przynajmniej Marco i Kevinowi, powiedzieć, ale nie teraz. Czekałam na odpowiedni moment. Nie oszukujmy się, takich momentów było dużo, to ja tchórzyłam. Każdy z nas ma jakiś sekret, związany z przeszłością, który za wszelką cenę chce wymazać z pamięci. Jakiś popełniony błąd, o którym usiłujemy zapomnieć oszukując samych siebie. To wróci i namiesza w życiu. Zawsze tak jest, że przeszłość ma wpływ na przyszłość. Los kocha się mścić, podobno jak nie wykorzystane sytuacje kiedy była okazja do wyznania. Dlaczego to wszystko jest takie trudne? Dlaczego nie możemy zaplanować życia? Albo przynajmniej dlaczego nie możemy cofnąć czasu lub wymazać ze wspomnień swoich i innych ludzi błędów, których tak bardzo żałujemy?
-Aga.! O co chodzi? Co to za napis na kopercie ,,Prawda o Agnieszce Majewskiej''? -pytał Mario.
Kątem oka spojrzałam na kopertę, którą trzymał w ręku. Napis był z literek powycinanych z gazet. Ponownie poczułam jak w moim życiu wita kryminał. Jutro miałam rozprawę dotyczącą porwania, a dziś myślę czy zgłosić na policję drugie zgłoszenie o naruszeniu prywatności. Przecież to było chore.!
Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Ukryłam twarz w dłoniach.
-Bo to... ja nie chciałam... niechcący... - próbowałam złożyć jakieś normalne zdanie, ale nie wychodziło mi.
Mój głos drżał podobnie jak ja. Po chwili poczułam jak ktoś mnie przytula. To była Daga, poznałam po perfumach. Zawsze była przy mnie. Wzloty, upadki, codzienność... bez względu na to , zawsze mogłam na nią liczyć. Była moim aniołem stróżem, na którym w żaden sposób nie można było się zawieść.
-Trzeba im powiedzieć -szepnęła mi do ucha.
Przytuliłam ją i utopiłam twarz w jej ramieniu płacząc jeszcze bardziej zadawając sobie jedno pytanie. : Dlaczego właśnie ja muszę mieć tak skomplikowane życie? Pierw sierociniec, śmierć przyjaciółki w gimnazjum, śmierć cioci niedawno, porwanie i to... Ale to było dawno, więc po co komu wiedzieć co było kiedyś? W końcu człowiek powinien żyć teraźniejszością, a nie tym co było...
-Mogę ? -usłyszałam głos Marco
-Tak, ja zadzwonię do szefa, że Aga źle się poczuła -powiedziała przyjaciółka. -Choć Mario, pomożesz mi.
Puściłam ją i skuliłam się, jakbym myślała, że będę niewidzialna. Rękoma zakryłam głowę i próbowałam opanować emocje. Poczułam jak Reus mnie przytula. Momentalnie poczułam woń jego perfum i ciepło. Pocałował mnie w głowę i nic nie mówiąc przytulił mnie do siebie jeszcze bardziej. Przykleiłam się do niego i uroniłam kilka łez.
On nie był normalnym mężczyzną. Był ideałem, których jest mało. Kto z mężczyzn po liście z takim nagłówkiem, by go nie otworzył i nie czekał na wyjaśnienia?
-Marco, wybacz... -wyszeptałam.
-Nie musisz nic mówić. Powiesz jak będziesz gotowa -powiedział i złapał moją dłoń.

############################## 
Ten sam czas (oczami Kevina)
Brałem relaksującą kąpiel i rozmyślałem nad tym co miało mieć miejsce w środę. Mecz z Napoli nie miał należeć do łatwych i wiedziałem, że cała drużyna musi nastawić się na to psychicznie. Nie wyobrażałem sobie Bayern'u, który ponownie wygrywa Champions League. Nie mogliśmy zawieść trenerów, rodziny, a przede wszystkim kibiców i samych siebie, dlatego każda wygrana miała znaczenie. Moje oderwanie od świata prywatnego przerwał dźwięk telefonu. Owinąłem się w ręcznik i ślizgając nogami po podłodze sięgnąłem z szafki i'Phona. Na wyświetlaczu pojawił się napis : Mario. W głowie miałem natychmiast tysiąc myśli, niepokojących myśli.
-Stało się coś ? -zapytałem zaraz po tym jak nacisnąłem Odbierz. 
-Tak. Daga powiedziała bym cię zawiadomił.
-Ale co się stało? -pytałem poddenerwowany
-Przyjedź to się dowiesz.
-Do Marco?
-Nie, do Monachium -powiedział sarkastycznie.
-Mario, cholera możesz przestać?! Stało się coś, czy sobie żarty robicie? -denerwowało mnie jego zachowanie
-To Aga robi sobie żarty. Od początku wiedziałem, że to dziwna kobieta... -zaczął ale mu przerwałem.
-Serio? Chcesz, żeby Marco się o tym dowiedział ? Napewno się ucieszy, że jego przyjaciel nie toleruje jego dziewczyny -wiedziałem jak go podejść, by zaczął mówić normalnie, ale nie tym razem...
-W końcu Marco przyzna mi rację.! Chociaż raz się nie myliłem- z jego tonu wywnioskowałem, że się cieszy.
-Nie ma to jak radość z czyjegoś nieszczęścia, nieprawdaż ? -zagadnąłem z ironią
-Dokładnie. Dobra, kończę, bo twoja dziewczyna chce żebym gadał ciszej, lub w ogóle.
-Y... co?
-Aga jest z Marco w salonie i albo nic nie mówią, albo twoja dziewczyna jest głucha... Ałć.! I potrafi mocno walnąć.
-Dobrze ci tak. Ale dobra, pogadamy jak już dojadę.
-Okey, do zobaczenia.
-No.
Rozłączyłem się i czym prędzej ruszyłem do pokoju włożyć na siebie jakieś ubranie. Wziąłem z szafy pierwsze, lepsze ubrania i założyłem. Biegałem po pokoju, jakby gonił mnie ogień. Gdy byłem już ogarnięty chwyciłem kluczyki od domu i BMW leżące na szafce. Włożyłem buty i czym prędzej wyszedłem z domu zamykając go na klucz. Później prosto do mojego auta i z piskiem opon odjechałem.
############################## 
Ten sam czas (oczami Agi)
Wciąż wtulona w chłopaka myślałam nad tym, czy mu teraz powiedzieć. Wiedziałam, że mogę mu zaufać i oczekiwać zrozumienia. Ale nie takiego i nie od niego... Bo tak naprawdę na naszej drodze  spotykamy wielu ludzi. Jedni pomagają nam zrozumieć problemy, inni tylko słuchają i pocieszają. Zdecydowanie wolę tą pierwszą grupę. Wolę być zrozumiana niż pocieszona, bo co mi pocieszeniu skoro dalej na sercu będę miała głaz? W wyznaniu przyjaciołom (poza Dagą, która wiedziała) prawdy powstrzymywała mnie obawa przed tym, że mnie nie zrozumieją, wysłuchają, potrząsną głową i powiedzą : wszystko będzie dobrze. Wiele razy to słyszałam, ale przez ostatnie lata, kiedy nie miałam kontaktu z Dagą, ponieważ przez pół roku miała komplikacje z przeprowadzką, nie zostałam zrozumiana. Wysłuchiwała mnie pani psycholog, ciocia, ale nikt nie powiedział mi : Słuchaj, każdy w życiu tak ma. Czasem wszystko się wali, a czasem buduje. Ale zrozum jedno, nigdy nie będzie tak jak byś chciała. Czasami popełniasz błędy i dopiero po dokonanym czynie uświadamiasz sobie, że to było bez sensu, głupie i żałujesz tego. Ja też mam takie problemy, więc świetnie cię rozumiem. Kiedyś nawet... blablabla... właśnie tego mi brakowało. Ale czy tego mogłam oczekiwać od Marco i Kevina? Bo od Mario, raczej nie...
W mgnieniu oka do mieszkania wszedł Grosskreutz.Tak się przestraszyłam, że aż odskoczyłam od Marco. Obydwaj patrzyli na mnie. Z ich mimiki twarzy wywnioskowałam, że chcieli by tak dużo powiedzieć, ale nie wiedzą jak. Sięgnęłam ręką po koc leżący na końcu narożnika i bez ładu się nim opatuliłam. Usiadłam wygodnie i wzięłam głęboki wdech ocierając dłonią łzy.
-Dobra... siadajcie. Muszę wam to w końcu powiedzieć.
-Nie musisz -powiedzieli równo.
-Muszę, bo nie chcę was dłużej okłamywać.
-Zawołać Dagę? -zapytał szeptem Kevin, jakby bał się w jaki kolwiek sposób odezwać
-Czemu nie? Ale Daga... ona wie.
-A Mario? -kolejne pytanie, tym razem ze strony Reus'a
-Nie wiem, czy... no bo... dobry pomysł ?
-Aga, ty nadal...?
-Nie.! Między nami okey, tylko, czy... mogę mu zaufać ?
Z jednej strony dobrze by było gdyby każdy z nich wiedział, a z drugiej obawiałam się reakcji Gotze'go. W końcu miałby świadomość, że miał rację. Jestem kłamczuchą i udaję kogoś kim nie jestem próbując zapomnieć o tym co było. Ale to naprawdę nie jest takie proste. Żałowałam tych czynów i nie wiem jakim cudem dałam się do tego namówić. Żałowałam, żałuję i będę żałować, rozpamiętywać to w nieskończoność...
-Możecie?! -krzyknął gospodarz do Malickiej i Gotze'go
-Idziemy, idziemy -odpowiedziała przyjaciółka wchodząc do salonu.
Mario usiadł obok Kevina, a Dagmara obok mnie. Poczułam jak wszyscy spoglądają w moją stronę. Czułam się trochę niezręcznie.
-To co nasza Agusia nawywijała ? -spytał gracz Monachium
Popatrzyłam na niego z żalem i złością. Nie chodziło już o ten porypany Bayern, ale o sam fakt jak mnie traktował. Ja, mimo że go nie lubię, to potrafiłabym wesprzeć go w takiej sytuacji, a on ? On nadal mnie nienawidził. Czyżbym powiedziała o tyle za dużo ?
-Aga -pomachał mi przed oczami.- Tu Ziemia.
Popatrzyłam na podłogę i stwierdziłam, że jest bardzo interesująca. Jednak wiedziałam, musiałam to powiedzieć teraz. Więcej takiej okazji mogło nie być.
-Więc... bo... ja, kiedyś... W pierwszej liceum. Daga miała wycinany wyrostek, nie było jej trzy tygodnie w szkole... to było po śmierci tamtej koleżanki, co ... co się utopiła. Znalazłam towarzystwo, albo raczej... oni mnie. Dali mi cukierki, konkretnie dwa... kazali zjeść... to były... to były narkotyki - po policzkach popłynęły mi łzy, a oddech przyspieszał. - Były tak mocne, że mało nie wylądowałam w szpitalu. Chcieli później pieniędzy. Nie miałam z czego im spłacić, więc dali propozycję... Albo popracuję dla nich przez tydzień, albo...
-No to twoje CV zapowiada się ciekawie -wyszeptał ze śmiechem Mario. 
-Gotze , zamknij się.! -zażądała Dagmara i wcisnęła się pomiędzy mnie,a Marco i przytuliła.
Wyczułam, że ona też płacze. To była najlepsza przyjaciółka pod słońcem. Gdy cieszyłam się ja, ona też. A gdy ja płakałam, płakała i ona. Łączyło nas coś więcej niż wspomnienia i wspólne wygłupy, łączyła nas więź, którą nazwałyśmy rodzinną. Ona była dla mnie jak siostra, jak aniołek, który podnosi mnie po upadku i karze walczyć. Była siostrą, o jakiej zawsze marzyłam.
-Dobra... opowiadam dalej...- wyszeptałam, a Malicka osunęła się ode mnie. -Więc... bałam się o własne życie... nie miałam im z czego spłacić. Nagrałam jedną rozmowę jak mi grozili i zmuszali do... Do trucia innych ludzi...Musiałam, nie miałam wyboru... Próbowałam się stawić, pobili mnie... więc, chodziłam z rana na rynek i sprzedawałam cukierki 7€ kilogram. Najbardziej bolało mnie jak kupowały je małe dzieci. Przecież to było straszne... wszystkie pieniądze dawałam im... Pewnego dnia zaszła do mnie policja... szczęście, że miałam to nagranie, bo inaczej... dłużej bym siedziała -popłakałam się ukrywając twarz w dłoniach.
-Co?! Siedziałam w więzieniu?! Dlaczego mi nie powiedziałaś?! -podniosłam głowę, a Marco wstał z łóżka i patrzał na mnie zaszklonymi oczami
-Musiałam nie rozumiesz?! Nie miałam wyboru.! -wykrzyczałam
-A policja? Dlaczego nie poszłaś?!
-Ta gromada mi groziła.! By mnie zabili.!
-A ty ćpałaś ? -wyszeptał
-Dwa razy, jak patrzyli. Jak nie to wyrzucałam to coś do śmietnika.
-Jak długo z nimi się kolegowałaś?
Denerwowały mnie te pytania. W ogóle cała sytuacja, powrót do głupiej przeszłości.
-Tydzień. Aż spłaciłam dług...
-Ile siedziałaś w więzieniu?
-Rok, miałam nagranie, więc siedziałam rok w więzieniu.
-Jak... dlaczego nie powiedziałaś?
-Bałam się.
-Nie ufasz mi? -spytał zdziwiony
-To nie tak... po prostu- nie wiedziałam co powiedzieć.
-Pogadamy później -powiedział, po czym wyszedł. 
Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Daga chciała mnie przytulić, ale wstałam z łóżka rzuciłam koc na podłogę.
-Aga, spokojnie. Przejdzie mu... -powiedział Grosskreutz zmierzając ku mnie.
-Dlaczego?! Dlaczego wszystko musi się walić?! Przecież to nie moja wina.! Pieprzona przeszłość.! Nienawidzę życia.! Nienawidzę.! -pobiegłam do drzwi
Dwójka przyjaciół w mgnieniu oka znalazła się przy mnie.
-Nie, nie idźcie za mną -poprosiłam miękkim głosem. - Chcę pobyć sama.
-Tylko nie zrób niczego głupiego- pouczył mnie Keivn.
-Pewnie, że nie zrobię. Z moją siostrą za godzinę idziemy do pracy. Spotkamy się na miejscu -wymusiłam uśmiech i wyszłam.
 
############################## 
Ten sam czas (oczami Kevina)
W życiu nie powiedziałbym, że Agnieszka mogła siedzieć w więzieniu, a co dopiero mieć doczynienia z narkotykami. Jednak widać po niej, ze tego żałuje, chce o tym zapomnieć. Nie rozumiem dlaczego Marco tak zareagował. Każdy popełnia błędy, ale musimy nauczyć się wybaczać. Miałem trochę wyrzuty, ponieważ nie powiedziała nam wcześniej, ale w sumie... Nie wiem czy bym o tym mówił na jej miejscu. Myślę, że Reus też to zrozumie i jej wybaczy.
Siedziałem z moją dziewczyną i Mario w salonie. Gotze właściwie chyba nie przejął się specjalnie tą sytuacją. Wręcz przeciwnie. Miałem wrażenie, że się cieszy.
-Martwię się -wyznałem.
-Aga nie zrobi nic głupiego. Znam ją i wiem. Skoro powiedziała do zobaczenia w pracy, wszystko będzie w porządku -pocieszała mnie.
-Od początku wiedziałem... -zabrał głos mój były kolega z klubu.
-Mario.! -zwróciliśmy mu uwagę
-No dobra...
############################## 
Pół godziny później (oczami Agnieszki)
Byłam w domu i zmieniłam ubrania, ponieważ tamte były mokre od łez.
Z aparatem w ręku szłam do miejscowego klubu, w którym miała być huczna osiemnastka. Obawiałam się, że mogę być nieco rozproszona całą sytuacją, ale nie mogę przecież co chwila brać wolnego. Tym bardziej, że jutro idę do sądu.
Do pracy miałam jeszcze 40 minut. Wiem... miałyśmy być wcześniej, ale jakoś nie miałam na to ochoty.
W środku mnie trwała bitwa wielu myśli i różnych uczuć. Nie wiedziałam czy płakać, być na siebie wściekłą, czy mieć to gdzieś. Przyspieszyłam kroku i czując jak do oczu napływają mi łzy prawie nic nie widziałam. Szłam tak szybko, można by powiedzieć, mało co nie biegłam na ślepo. Do momentu gdy poczułam jak ktoś objął mnie w pasie. Nerwowo odskoczyłam od kogoś ocierając łzy.
-Marco?
-Zaczekaj... daj mi wyjaśnić. Przepraszam, że tak zareagowałem, ale wiem... Jejku jak by to ując -udał zamyślonego po czym znienacka mnie pocałował, wręczając mi do ręki ten przeklęty list. 
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
 Poświęciłam temu rozdziałowi dużo czasu i wydaje mi się całkiem, całkiem... :) 
.. myślę nad tym by zakończyć bloga na 40 rozdziałach... o ile tyle wymęczę .. ;P żeby nie było to już uprzedzam :)
Zostawiam rozdział waszej opinii i zapraszam do wypełniania ankiet  u góry po prawej stronie ;) 
DZIĘKI, ŻE CZYTACIE I POZDROWIONKA.! ;*
i jeśli to czytasz to proszę o komentarz, bo to naprawdę motywuje.! :)  



sobota, 5 października 2013

Rozdział 22

-Dzięki za wszystko -machnęłam ręką do Nuriego, który raczył odwieźć mnie do domu.
-Nie ma sprawy i pamiętaj co mówiła Tugba.
-Jasne. Jeszcze raz dzięki.
Zamknęłam drzwi samochodu Sahina i weszłam do domu.Przyjaciółka od razu ciepło mnie powitała.
-Gdzieś ty była?! Jest 14, a ty co? Martwiłam się.
-Jejku Daga, jak zwykle przesadzasz... -spoczęłam plackiem na kanapie w salonie.
-Kto cię odwiózł ? -pytała robiąc coś w kuchni
-Kochanek grający w Schalke -nabijałam się.
-A tak serio?
-Santana... hahaha!
-Aga!
-No dobra... Nuri. Gadałam z Tugbą jak sprawić by paparazzi się odwaliło.
-Aha.. i co ?
Prowadziłyśmy w końcu polski dialog. Jak mi tego brakowało.
-Mam się im narzucać.
-Znaczy...?
-Zobaczysz jak kogoś spotkamy. Wiesz, że jesteśmy w gazecie? -zagadnęłam spoglądając w sufit
-Tak, Kevin mi powiedział i kazał przekazać tobie, ale jak widać już wiesz -uśmiechnęła się.
Wstałam i poszłam do pomieszczenia, w którym przebywała przyjaciółka. Właśnie wstawiała coś do piekarnika. Schyliłam się patrząc przez szybkę. Ujrzałam... bakłażana? Zrobiłam dziwną minę i spojrzałam na Dagę. Ona jakby czytała w moich myślach.
-Ania dała mi przepis na nadziewanego bakłażana. 
-Nie ma tam mięsa prawda?
Bardziej wolę sałatki niż mięsne potrawy. Nie rozumiem jak można jeść mięso. Fakt, jem je, ale to tylko dlatego, bo jest to niezbędne do utrzymania zdrowego organizmu. Jednak nie przepadam za tym. Jak już, jem drób. Fu... na samą myśl, że mogłabym zjeść wieprzowinę, lub wołowinę robiło mi się nie dobrze.
-Bez, bez- oznajmiła Malicka.
-Super! -obdarowałam ją uśmiechem i wróciłam do salonu- A dlaczego nikogo tu nie ma?
-Nie wiem. Jak wyszłaś zostałam z Mario i gadaliśmy o tobie...
-Słucham szczegółów. Wszystko proszę.
-Ah.. no dobra. Więc tak... Mario zaczął mnie przepraszać i mówił, że nie chciał by tak wyszło, i takie tam. Ja mówię, że jesteś trochę wybuchowa, ale jak ochłoniesz to mu to wybaczysz i może nawet przyjmiesz ofertę.
-Mowy nie ma! -oburzyłam się
Jak oni w ogóle mogli tak pomyśleć? Miałabym pracować jako fotograf w klubie, którego nienawidzę? Serio? Jeszcze teraz, gdy wiedzą, że jestem z Reus'em? Nie wiedziałam, że moi przyjaciele chcą mnie zabić.
-Ale Aga, pomyśl. Jakbyś miała już do czynienia z fotografią tam to może później mogłabyś pracować u nas w Borussii.
Hm... coś w tym było. Nawet nie zły pomysł. Frau Fotografen Borussia Dortmund Agnieszka Majewska. Szybko pozbyłam się tej myśli gdy doszło do mnie, że na co dzień widywałabym twarze tych ... graczy Monachium.
-Dzięki, ale nie.
-Pamiętasz jak zawsze marzyłaś o tym by pracować w Borussii ? Założę się, że nadal o tym marzysz. Zawsze wpajałaś mi : Marzenia są najważniejsze, nigdy nie myśl o tym by je odrzucić! A sama to robisz.
-Dobra... przemyślę to- powiedziałam, bo zapewne nie dałaby mi spokoju.
W tym momencie usłyszałyśmy pikanie piekarnika, co świadczyło o tym, że obiad gotowy. 
-Fajnie. Dobra chodź pomóż mi z tym bakłażanem.
Wybuchłam śmiechem.
Gdy już kolacja była gotowa zaczęłyśmy konsumować nadziewanego bakłażana. Ja co chwilę się śmiałam.
-Z czego ty tak lejesz? -zapytała
-Z bakłażana. Hahaha...
-Yyyy...
-No powiedz, że cię to nie śmieszy. Ktoś do ciebie dzwoni, pyta co robisz a ty : Wydłubuję morele z bakłażana. Haha.!
-Hehe... Aga, co ty piłaś u Nurigo?
-Nie pamiętam.
-No i wszystko jasne. Jedziesz po zjedzeniu BAKŁAŻANA do Marco?
-A po co miałabym tam jechać?
-Może pomógłby ci podjąć decyzję?
-W porządku. Jedziesz też?
-Spoko.
Po zjedzeniu obiadu wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do samochodu Dagmary. Przekręciła kluczyk w stacyjce, po czym ruszyłyśmy do domu piłkarza.
-O masz nową kurtkę ? -spytała
-Wow... szybka jesteś.
Zaparkowałyśmy przy ogrodzeniu Marco i wysiadłyśmy z auta zamykając je. Skierowałyśmy się w stronę furtki. Obok niej była skrzynka na listy. Dostrzegłam, że wystaje z niej biała kartka. Przeczuwałam, że to koperta. Weszłyśmy do domu Marco bez pukania.
-Halooo! Jest tu ktoś?! -krzyczała Daga
Po chwili usłyszałyśmy szybkie schodzenie po schodach. Chwilę później przed nami stali dwaj mężczyźni.
-Siema - powiedzieli równo.
Czułam na sobie wzrok Mario. Przewidywałam co o mnie myśli. Niekoniecznie w tamtym momencie, ale ogólnie. Niewyrozumiała kretynka, która obraża się za byle co. Miałam jego opinię gdzieś, ale ze względu na Reus'a musiałam mieć z jego przyjacielem dobry kontakt. A przynajmniej nie dawać po sobie poznać, że się nie lubimy.
-Siadajcie -powiedział gospodarz.
Usiedliśmy na kanapie w salonie. Ja obok Dagi, a Mario obok Marco.
-Przyniosę coś do picia- powiedziałam idąc do kuchni.
-Pomogę ci -pośpiesznie poszedł za mną Gotze.
Przewróciłam oczami otwierając lodówkę. Wyjęłam schłodzoną wodę, a Mario otworzył szafkę i wyjął z niej cztery szklanki. Wręczyłam mu butelkę.
-Dobra, słuchaj. Nie przepadamy za sobą, ale nie chcę przez ciebie tracić moich dobrych relacji z Marco i ty zapewne też nie, więc udawajmy, że wszystko jest okey -wyszeptał nalewając wodę.
-Myślałam, że to wiesz, ale dobra...
-Myślałaś? Potrafisz?
-Tak i radzę ci to samo. Uwierz, nie boli.
-Skąd możesz wiedzieć, skoro... -nie dokończył, bo odezwała się Dagmara.
-Długo jeszcze?
-Nie, już idziemy -powiedziałam biorąc w ręce dwie szklanki.
Wróciliśmy na miejsca i każdy chwycił swój napój. Wzięliśmy po łyku i zaczęliśmy rozmowę.
-Przyjechałyśmy by porozmawiać o... ten, no... ekhem... -nie wiedziałam jak zacząć.
-Namówiłam Agę o przyjęciu propozycji jako fotograf Bayern'u, ale ona ma wątpliwości i stwierdziłyśmy, że może ty, Marco jej doradzisz- wyręczyła mnie Daga.
Mój chłopak podrapał się po głowie. Nic dziwnego. Z jednej strony dobrze, bo mogła to być moja przyszłość, ale z drugiej pozwolić swojej ukochanej osobie wyjechać ? Kłopotliwe, nawet bardzo. To tak jakby ktoś marzył o wyjeździe do np. Hiszpanii, ale warunek jest taki, że rzadko widuje swoją drugą połówkę. To decyzja, której nie idzie podjąć od tak. Ale dla Reus'a nie było to trudne.
-Aga, powiem tak. Jeśli chcesz, nie stanę ci na drodze. Podstawą w związku jest zaufanie i ja je mam- wyznał.
-JA-NIE-CHCĘ-TAM-JE-CHAĆ.! -postawiłam szklankę na stół -Ale z drugiej strony, jakbym miała takie doświadczenie to może byłabym później fotografem BVB...
-Ooo... codziennie na treningu widywałbym anioła? -poruszał brwiami
-Haha -szturchnął go w bok Gotze.- Zaraz po mnie.
-Osz kurcze! - krzyknął Marco -Przecież Mario jest singlem. Nieee... nie jedź -zaśmiał się.
-Jak to singlem? -zapytała Malicka
-Zerwałem z nią wczoraj wieczorem. Dajcie spokój... plastik po kilku operacjach plastycznych i pusta dziewczyna. Nie chcę takiej. Zresztą ona też nie kochała mnie. Właściwie nie wiem dlaczego byliśmy razem.
-Aha... ? -zabrałam głos -Więc mam pisać CV ?
-Mhm... I jedziesz ze mną do Monachium dwudziestego -powiedział MG19#
-Spoko. Hotel sama se zapłacę -wyprzedziłam wszelkie teksty.
-Możesz przecież mieszkać u Mario -zaproponował Marco patrząc na swojego przyjaciela, ten jednak wlepił wzrok we mnie.
Pokiwałam przecząco głową.
Najgorsze co mogło być to mieszkanie z tym debilem w jednym domu. Znoszenie jego codziennego widoku, jedzenie tego co on, słuchanie tej muzyki co on...Zastanawialiście się kiedyś jakby to było mieszkać ze swoim wrogiem w jednym domu i chodzić do tego samego punktu pracy co on ? Napewno nie była by to świetna wiadomość, wręcz przeciwnie. Przecież oszaleć by było można i Bóg wie co jeszcze.
-Em... nie, bo...y... Felix przyjeżdża i Fabian -wykręcał.
-Kłamiesz. Widać -powiedział Reus. -Dalej się nie lubicie ?
-Nie, skąd -powiedzielśmy równo.
-To dlaczego ... ?
-Dobra! Zamieszkam u niego!
Z jednej strony fajnie by było gdyby mnie przyjęli, ale z drugiej wolałam chyba, żeby mnie odrzucili.
Nastała chwila ciszy. Wymieniałam z Mario nienawistne spojrzenia i wtedy przypomniał mi się list w skrzynce gospodarza.
-Marco, masz jakiś list -powiedziałam.
-Pewnie z klubu -machnął ręką.
-Może lepiej przeczytaj ? -zaproponowała Daga
Wstał z kanapy i szybkim krokiem wyszedł z domu. Wstałam i odniosłam moją szklankę.
-Nie mogłeś wymyślić czegoś lepszego ?! -krzyczałam z kuchni -Nie wiem, że mama przyjeżdża, albo Ann urodziła? Nie wiem co kolwiek ?
-Przestańcie! -krzyknęła przyjaciółka
-Trzeba było powiedzieć, że nie chcesz mieszkać w Monachium i by było po problemie -zignorował to.
Do mieszkania z powrotem wszedł rozbawiony Marco.Śmiał się tak, że ledwo oddychał. Ptrzyliśmy na niego nic nie rozumiejąc...
-Co tam masz? -zapytał Mario
-List... hahaha... list od twojej byłej! Hahaha.! -usiadł na podłogę trzymając brzuch
-Co? Dawaj czytaj! -zarządził Gotze
Wszyscy śmiejąc się usiedliśmy na łóżko ściskając Marco. W końcu każdy był ciekawy co będzie tam napisane. Odbiorca listu otwierając kopertę co chwila chichotał.
-Uwaga, czytam! - wyjął kartkę, wyprostował po czym przeczytał na głos -Drogi Marco, wiem, że może Ci się wydawać to dziwne, ale do Mario tak naprawdę nigdy nic nie czułam. Między nami nie było tej chemii, tego czegoś... I wiem o tym, że on też nic do mnie nie czuł. Jeśli teraz siedzi obok ciebie i czytacie to wspólnie, to proszę o jedno. GOTZE WYNOCHA.! Hahahaha... nie wierzę- zaczęliśmy się ponownie śmiać.- Gotze wynocha -wskazał palcem na drzwi.
-Oj dawaj. Czytaj dalej-mówił rozbawiony.
-Okey... haha... Można umrzeć ze śmiechu?
-Marco! -zabrzmiał nasz chórek
-Okey, okey... Jeśli już wyszedł (co jest mało prawdopodobne...;P) wiedz jedno: Zawsze Cię kochałam. Nasze pierwsze spotkanie pamiętasz? Byłeś w tedy na imprezie z Caroline, ale ja od początku wiedziałam, po tym naszym pierwszym spojrzeniu, że między nami coś będzie. Kocham Ciebie Marco.! Kocham.! Zawsze kochałam, kocham i będę kochać. Wiem, kręci się w okół wiele dziewczyn zwłaszcza ta... Agnieszka -.-'' , ale jak kocha to poczeka. A ja poczekam tyle ile będzie trzeba. Pomyśl nie brzmi pięknie : Hahaha... jesteście gotowi ? -ponownie przerwał
-Czytaj! -ponownie trzygłosowy chórek
-Pomyśl, nie brzmi pięknie: Ann Kathrin Reus ? ;* Liczę na Twoją odpowiedź. A i przeproś ode mnie Mario ;) Do zobaczenia kiciakuuu ^^ Mrr.... :D Your Ann ;*
Dosłownie leżeliśmy na podłodze. Rozwalił nas ten list na maxa. Serio? Jak można być tak głupim ? Zrywać z chłopakiem i brać się za jego przyjaciela? Może niech spróbuje z wodą. Coś je łączy... plastik (Ann jest po kilku operacjach plastycznych). Romana dziewczyna, mimo że również jest modelką, jakoś tak nie wygląda i zachowuje normalnie. Nie wiem w ogóle skąd zawodnik Bayern'u wytrzasnął taką kobietę.
-Marco, coś tu leży -podniosła kolejną kopertę z podłogi Daga.
-Upominek od Ann ? -zaciekawił się
-Chyba nie... spójrz, nie ma nadawcy ani odbiorcy tylko napis... -spojrzała na mnie przerażona.
-Jaki napis? -wyrwałam jej kopertę z rąk i nie wierzyłam w to co na niej widniało. -Nie wierzę...
Opadłam na kanapę czując jak świat przed oczami zanika. Chwyciłam pierwszą, lepszą szklankę i napiłam się wody. Mario wziął ode mnie list.
-Aga, o co chodzi? -spytał
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
No i mamy 22 ... :D wybaczcie, że dodałam dziś , a powinien być 10 , aleee się wyrobiłam ;)
Pozdrawiam i czekam na krytykę ;)
A i jak myslicie co będzie w liście, którego aż tak przestraszyła sie Aga... ? :D ^^
BUZIAKI I DZIĘKI ZA PRAWIE 4000 WYŚWIETLEŃ .! :]
Jesteście wielcy .! <3 ;*