środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 35

Rozdział powstał przy współpracy z siostrą ;)) Dzięki ;*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przebudziłam się i przekręciłam na drugi bok. Włożyłam rękę pod poduszkę, przykryłam szczelnie kołdrą i usiłowałam spać dalej. Lecz jednak chciałam zobaczyć, która godzina. Otworzyłam oczy i mało zawału nie dostałam.
-Czyś ty zwariował .?! -walnęłam Mario swoją poduszką
Na drugiej części mojego łóżka leżał nie kto inny jak Gotze. 
-Właśnie miałem cię budzić... Tak sobie myślę...-nie dałam mu dokończyć.
-Że powinieneś dać mi spokój.
-Nie... że może powinniśmy pojechać do Dortmundu.
Chwilkę pomyślałam. Jak dziś nie stawię się w Bayern'ie, to mogę zapomnieć by zostać fotografem tutejszego klubu, ale czy praca jest ważniejsza od Marco .? Nie... raczej nie.
-Okey -powiedziałam.
-Serio.?
-No tak , serio.
-Wiesz, że zależy nam na czasie .? 
Szybko obydwoje wstaliśmy z łóżka. Kolega pobiegł do swojego pokoju, a ja zostałam w moim i wyjęłam pierwsze, lepsze ubrania, po czym włożyłam na siebie. Wybiegłam z pokoju.
-Przypadek .? -zapytałam gdy zobaczyłam, że Mario ubrał się w tym samym czasie co ja
-Nie sądzę -odparł.
Wymieniliśmy spojrzenia i pobiegliśmy do łazienek. Umyłam zęby, uczesałam kitkę i to było na tyle. Nie malowałam się, nie prostowałam włosów (chyba, że na jakąś szczególną okazję), więc w toalecie spędzałam mało czasu. Gdy wyszłam z pomieszczenia na korytarzu stał już gotowy piłkarz.
-Coś za dużo czasu tam spędziłaś -spojrzał na zegarek, który miał na ręku.
-Ty się nie czeszesz - uśmiechnęłam się.
Odwzajemnij uśmiech.
-Dobra, jedziemy. Nim szybciej dojedziemy, tym lepiej.
-Racja - odparłam i zbiegłam ze schodów, a on za mną.
Szybko znaleźliśmy się przy drzwiach wyjściowych. Założyliśmy buty i kurtki. Gotze przekręcił zamek i wyjął z kieszeni klucze od domu i auta.
-Panie przodem -wskazał ręką wyjście.
-Dawaj, idź bo nie mamy czasu -poganiałam go.
-Nie.
-Boshe ... Typowy chłopak - parsknęłam i poszłam.
-Hue hue...
Chwilę później byliśmy już w garażu. Po krótkiej dywagacji nad tym kto ma prowadzić wsiedliśmy do samochodu. Zanim mieliśmy zamiar wyruszyć w drogę Mario zadzwonił do Bayern'u, by wziąć urlop na żądanie. Klub nie miał nic innego do roboty jak zrozumienie prośby piłkarza.
 Próbował raz, drugi, trzeci ...
-No kur*a .! -walnął w kierownice
-Nie no bosko...
Spróbował ponownie i nic. Nie można było odpalić Mercedesa. 
-I co robimy .? -spytał
-Jest jakiś samolot do Dortmundu .?
-Jakby był to byśmy nim lecieli.
-Więc masz jakiś plan .?
-Zadzwonię do Toniego, może on pożyczy auto...
Przewróciłam oczami. Kumpel chyba nie chciał bym podsłuchiwała jego rozmowę, więc wyszedł z samochodu. Postanowiłam spróbować szczęścia i przesiadłam się za kierownicę. No w końcu nadzieja matką głupich, ale każda mama kocha swoje dzieci... Odpaliłam samochód. W lusterku zobaczyłam zdziwioną twarz Bawarczyka. Wsiadł do samochodu.
-Wiesz... z jednej strony fajnie, że odpaliłaś bo Toni nie odbierał, a z drugiej strony ...foch.!
-Nie fochaj, jak panienka, tylko jedź.
I tak też się stało. Niedługo potem jechaliśmy już prosto na Dortmund, lecz Mario wciąż udawał obrażonego.
-Znasz drogę .? -spytałam
Zawsze mogłam mu włączyć nawigację z telefonu... On jednak nic nie odpowiedział.
-Dobrze. To foch -postanowiłam grać jak on.
Pół godziny minęło,a my dalej bez słowa. Krępowała mnie ta cisza. Gdyby nie ta niemiecka muzyka dobiegająca z radia to już bym chyba oszalała. Ale i tak miałam dosyć tego ''spechania''. Pomyślałam, że Mario na pewno ma słuchawki od telefonu w skrytce. Tak też było. Modliłam się w duchu bym jakieś znalazła i by pasowały. Szperając w schowku (a było tam dużo różnych rzeczy) dostrzegłam, że kierowca kątem oka na mnie spogląda, jednak nie przełamał się i nic nie powiedział na co, szczerze mówiąc, liczyłam. Znalazłam to czego szukałam i ... o dziwo do mojej komórki jak znalazł. Pewnie dużo telefonów posiadał już Mario, więc możliwe iż miał podobny do mojego. Po chwili tonęłam już w piosence LemON'a - Nice. Przy okazji spojrzałam na zegarek... Ta była 3:09. Czyli nie spałam nawet godziny. Nie chciało mi się spać, jeszcze, więc postanowiłam wejść w Internet i zobaczyć jak długo będziemy jechali do Marco. Mało mi oczy nie wyszły... ok. 3 godzin jazdy.! Westchnęłam i weszłam na ten sam czat co ostatnio. Obiecałam sobie, że więcej tam nie zawitam, ale co miałam robić jak mi się nudziło .? Nie wiem dlaczego weszłam na Bawarię.
,,Siema''- otrzymałam wiadomość. 
,,Siema...'' 
,,Drugi raz na czacie.?'' 
Zdziwiłam się, że ludzie są w stanie rozpoznać. Postanowiłam odpisać jak ostatnio...
,,Ta...Widać.?'' 
,,Jak byłem tu pierwszy raz to zawsze pisałem ''.?'', za drugim ,,...'' stąd wiem ;) '' 
Przypomniała mi się poprzednia rozmowa. Niemalże identyczna. Postanowiłam sprawdzić, czy może to ta sama osoba.
,,Często tu jesteś .?''
,,Na ogół nie mam czasu, ale lubię sobie popisać z fanami :D''
,,Haha... nie no nie wierzę... Skojarzysz mnie jak powiem , że mieszkam pod mostem.? XD'' -spróbowałam 
Chwilę nie odpisywał.
,,A to ty .! ;* Haha... dobre :) Przypadek...?'' 
,,Tak ;)'' 
,,:('' 
,,Dlaczego nie śpisz.?''
,,Haha...bo tu inaczej czas leci .? :D Mała różnica, ale jest ;)''
,,Mhm...O.o'' 
,,Really ;)''
,,Anglia.? A tam nie jest godzina do tyłu .? '' 
,,No jest :)''
,,Aham...Wiesz... ja muszę kończyć.''-nie miałam ochoty ciągnąć tej rozmowy, koleś był trochę dziwny.,,Papa'' 
,,Czekaj.!'' 
Przez chwile pomyślałam, by jednak wyłączyć to coś, ale uległam...
,,Tak.?''
,,Dodaj mnie do kontaktów'' 
No i dodałam. Napisał mi jak to zrobić i bum.! Jeden znajomy nieznajomy...
Pokręciłam głową i wyszłam z Internetu nadal słuchając polskich piosenek. Mario zjechał do stacji benzynowej. Wysiadł, zatankował, zapłacił i wrócił do auta. Mieliśmy za sobą dopiero godzinę jazdy. Postanowiłam, że jednak resztę drogi prześpię, lecz Gotze nagle zaczął do mnie mówić.Wyjęłam słuchawki z uszu i poprosiłam, by powiedział jeszcze raz.
-Myślałem, by pojechać najpierw do Kevina, potem do Dagi. Tam cię zostawimy, a my pojedziemy do domu Marco.
-Mowy nie ma.! Też jadę -oburzyłam się.
-Nie wiem , czy to dobry pomysł. A jak tam kogoś zastaniemy .?
-Że niby nie zachowam się odpowiednio w takiej sytuacji .?!
-Ty to powiedziałaś...
-Mario serio .? Serio tak myślisz.?
Spojrzał na mnie z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem.
-Ha-ha-ha. Jadę i kropka.
-Nie.!
-Tak.!
-To wysiądę z samochodu i będziesz miał mnie na sumieniu.
-Nie zrobisz tego -zaśmiał się.
-A zakład .?
 Chwyciłam za klamkę, a Gotze gwałtownie zahamował.Całe szczęście, że nikt za nami nie jechał.
-Czy zawsze jesteś taka uparta.? -zapytał
-Tylko gdy chodzi o ciebie.
Posłał mi krótkie, zabójcze spojrzenie i skupił się na drodze, a ja w spokoju mogłam spać jakieś niecałe dwie godziny...
Obudziłam się i ku mojemu zdziwieniu byłam sama w aucie , rozejrzałam się dookoła i ... stwierdziłam , że znowu jesteśmy na stacji benzynowej . Spojrzałam na zegarek 4.23 . Spałam tylko kilkanaście minut , a czułam się w pełni wypoczęta . Byłam ciekawa gdzie jest Mario .
-Są . - powiedziałam do siebie stwierdzając , ze Gotze zostawił kluczyki w stacyjce
Wyszłam więc i zamknęłam auto . Postanowiłam wejść do sklepu i się rozejrzeć .
-Dzień dobry . - przywitałam się wchodząc do środka .
-Witam , w czymś pomóc .? - spytał sprzedawca
-Tak , po proszę herbatę i kawę .
-Dobrze .
-Już wstałaś .? - usłyszałam głos piłkarza
-Jak widać . - uśmiechnęłam się ironicznie .
-Pani kawa i herbata . - powiedział pracownik stacji podając mi napoje
-Dziękuję.
Wyszliśmy na zewnątrz kierując się do Mercedesa
-Wydaje mi się czy mnie szukałaś ? - zapytał ponownie .
-Ja ? No coś ty . Przyszłam po coś do picia , zobacz jaka jestem kochana kupiłam też tobie . - odparłam
-Dziękuję , też coś mam dla ciebie .
-Tak ? - zdziwiłam się
-Tak . Jak wejdziesz do auta między siedzeniami jest schowek . - odparł
Po jego słowach otworzyłam samochód i wsiedliśmy do środka . Oczywiście zajęłam miejsce pasażera . Przez chwile panowała cisza , a my tylko wymieniliśmy kilka spojrzeń . Zżerała mnie ciekawość . Więc otworzyłam schowek . Spojrzałam do środka , a tam ... TO .Wpatrywałam się przez chwilę , gdy poczułam , że łzy napływają mi do oczu odwróciłam się w drugą stronę .
-Świnia jesteś . - odparłam
-Dlaczego ? -spytał
-To nie jest śmieszne . Wiesz dobrze co sądzę o ... nich .
-Jejku , wzięłaś nie to co miałaś wziąć . - uśmiechnął się i podał mi drugą kartę
Wzięłam ją do ręki i uśmiechnęłam się . Pamiętam Mario u nas w BVB , zawsze radosny u boku przyjaciół . Brakuje go . Nie tylko mi , ale wszystkim . Bez niego Borussia nie jest już tą samą Borussią . Mam mu to za złe chyba jak 99% kibiców , ale staram się to jakoś zaakceptować . Fakt idzie mi to opornie , ale mam nadzieję , że w końcu się uda .
-Dziękuję . - szepnęłam
-Nie ma za co . Mam ich jeszcze kilka ... znaczy może nawet trochę więcej , więc .
-Ale powiem ci jedno , na tej ... karcie ( machnęłam karta "bawarską" ) masz ładniejsze zdjęcie .
-Mówisz serio czy się nabijasz .? - spytał próbując odczytać moje intencje
-Serio , ale na żółtej jesteś szczęśliwszy . - zauważyłam
Nic nie powiedział tylko się uśmiechnął i ruszył w dalszą drogę .
Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów . Widać było zmęczenie na twarzy Mario .
-Ej , wszystko okey ? - spytałam
-Tak . - ziewnął
-Właśnie widzę . Ile jeszcze zostało do Dortmundu .?
-Yyy .. dokładnie 101 km . - odparł przecierając oczy .
-Zjedź na pobocze zmienimy się , a ty chociaż kilka minut się prześpisz . - zaproponowałam , a raczej zażądałam
-Dam radę .
-Nie ! Zjeżdżaj .!
-Dobra, już dobra .
Mimo kawy zmęczenie dawało się mu we znaki . Z resztą się nie dziwię . 500 km to nie mało .
-Tylko ostrożnie . - poprosił
-Spokojnie .
-Wiesz mam prośbę .
-To słucham . - odpowiedziałam włączając się do ruchu
-Moglibyśmy się pogodzić .? Już nie mam siły na dalszą "walkę" .
-Przyznajesz się do porażki ? - spytałam spoglądając na niego
-Do remisu . Wiesz to jeden z najtrudniejszym spotkań jakie rozegrałem . - zaśmiał się
-Dobrze , postaram się być milsza , ale ty też musisz .
-Okey , a teraz jedź tak żebyśmy oboje przeżyli . - uśmiechnął się i usadowił wygodnie .
Przez pierwsze minuty jazdy Mario uważnie przyglądał się moim poczynaniom na drodze. Spoglądał na moje nogi, dłonie, czy patrzę w lusterka...
-Przestań już -upomniałam go, gdy to wszystko mnie zaczynało denerwować.
-Okey, okey... Tylko nas nie zabij -ponowił prośbę.
-Zrobię co w mojej mocy -puściłam mu oczko.
-Patrz na drogę .!
-Przecież patrzę, ale ty jesteś takim ciachem, że nie sposób się skupić...
-Wybacz. Może usiądę z tyłu .?
-Nie ma zjazdu. Dobra, serio, śpij już.  
Gotze oparł głowę o swój zagłówek i niedługo potem już spał, a ja mogłam spokojnie kontynuować jazdę. Spokojnie, troszkę szybciej, ale okey... Jechało mi się po prostu bosko. Samochód był rewelacyjny i wprost stworzony dla mnie. No... mogłam pomarzyć, dlaczego nie .? Nagle usłyszałam w radiu jedną z moich ulubionych piosenek. Chciałam dać głośniej, lecz skoro Gotze spał, a skończyliśmy ''mecz'' to nie mogłam. Zaczęłam więc cicho podśpiewywać i wytrwałam. Reszta drogi minęła podobnie.  Coś śpiewałam i tak czasem sobie sama do siebie gadałam jakieś bzdury, grunt , że nie byłam śpiąca. W końcu zobaczyłam tabliczkę z napisem DORTMUND. Nie znałam tego miasta dokładnie, ale po znakach dałam radę dojechać do domu Grosskreutz'a. Zaparkowałam pod jego domem i zgasiłam samochód.
-Mario -szepnęłam.
Nic to nie dało. Piłkarz wciąż był pogrążony w śnie.
-Ey... ciacho wstawaj -powiedziałam nieco głośniej.
Ten jednak nadal nie reagował. Nie chciałam wyrywać go z objęć Morfeusza, więc wysiadłam z samochodu najciszej jak się dało i zamknęłam go .  Zapukałam po cichu do domu Kevina. Nikt nie otwierał, więc wyciągnęłam telefon, zadzwoniłam i poprosiłam by otworzył mi drzwi. Tak też się stało.
-Aga.! -przytulił mnie
-Ci...nie krzycz. W samochodzie śpi Mario -poinformowałam obejmując go.
-Okey... to wejdź obgadamy wszystko.
Weszliśmy i opowiedziałam mu co planowałam z piłkarzem Bayern'u.
-Dobra. Nie ma problemu. To ja idę się ogarnąć, za pięć minut jestem- powiedział i poszedł na górę.
Kończyłam pić herbatę, gdy poczułam wibracje telefonu. Nie patrzyłam nawet kto dzwoni tylko po prostu odebrałam.
-Halo .?
-Możesz mi wyjaśnić, dlaczego zamknęłaś mnie w samochodzie.? -spytał Mario
-Bo tak słodko spałeś.
-Ale to nie powód, by zamykać mnie w aucie -udawał zrozpaczonego.
-Biegnę ci na ratunek.
-Czekam... Ale czy to nie mężczyzna powinien być bohaterem .? -zamyślił się
-My jesteśmy inni- zaśmiałam się.
-My jesteśmy .? -ponownie filozofował
-Haha... ogarnij, już idę...
Wyniosłam szklankę do kuchni i schowałam telefon.
-Idę już do auta .! -krzyknęłam Kevinowi
-Okey .! -usłyszałam i wyszłam
Ruszyłam ku samochodowi. Ujrzałam twarz kolegi przyklejoną do szyby. Zaczęłam się śmiać i nacisnęłam guzik na kluczyku tym samym otwierając wóz.
-Myślałem , że się uduszę -teatralnie wziął głęboki wdech otwierając drzwi. -Gdzie Kevin .?
-Już idzie... -powiedziałam i siadłam za kierownicę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wybaczcie, że już dwa tygodnie minęły zanim dodałam..Miałam napisany rozdział i chciałam dodać w niedzielę, lecz po małej dyskusji z siostrą doszłam do wniosku, że jest tragiczny, więc usunęłam i napisałyśmy nowy ;) 
Hm... to pytanka ;) 
1. Czy Tanją z Monachium odegra w blogu jeszcze jakąś rolę.? 
2. Z kim Agnieszka pisała na czacie .? O.o 
3. Czy Marco będzie w domu .? 
4. Jak będą wyglądały realacje Mario i Agnieszki ... 
5. Czy Majewska dostanie pracę w Bayern'ie .? 
6. Ile rozdziałów byście jeszcze chcieli .? O.o
Co do ostatniego... to zależy od Was. Ja planuję zakończyć no ... niedługo. Może 50 rozdziałów, może trochę mniej... Byłabym wdzięczna gdybyście doradzili ;)
Pozdrawiamy i dziękuję za tak dużo komentarzy ;*

Właśnie ... POBILIŚCIE REKORD MOICH KOMENTÓW AŻ 12 .!!! <3<3 DZIĘĘĘĘKUJĘĘĘĘĘ <3 ;* 

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 34

Na początek  może powiem tak ... Pod tamtym postem spytałam czyją imprezę chcecie.O.o Były komentarze na Agę i Mario, ale także jeden na piłkarzy BVB. Postanowiłam opisać obydwie ;) Mam nadzieję, że okaże się to dobrym pomysłem...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
############################## 
  25 września 2013r. (oczami Agnieszki) 
Piłam z Mario sok pomarańczowy przy jednym ze stolików. W pewnej chwili dosiadły się do nas dwie dziewczyny. Ubrane... dość imprezowo. Wysoka brunetka na płaskich butach w miniówce i koszulce z odkrytymi plecami zajęła miejsce obok piłkarza, a jej koleżanka, średniego wzrostu blondynka na szpilkach ubrana nieco lepiej niż jej koleżanka usiadła obok mnie. Obydwie były nico wstawione.
-Możemy się dosiąść .? -spytała brunetka
Spojrzałam na Mario czekając co odpowie. On jednak spojrzał na mnie jakby czekał aż ja mu kiwnę głową. Wzruszyłam ramionami.
-Wiecie...chętnie byśmy z wami coś wypili, ale musimy potańczyć. Wiecie dopiero przyszliśmy -wstał, podszedł do mnie i chwycił za rękę.
Wzięłam jeszcze sok, by móc go spokojnie dokończyć.
-W takim razie możemy z wami -wtrąciła.
-Ale my ... no wiecie. Chcemy sam na sam potańczyć inaczej-odezwał się Gotze, a ja mało nie zakrztusiłam się sokiem.
Pośpiesznie poklepał mnie po plecach. Z dobrym skutkiem.
-Znaczy co.? -nie rozumiała kobieta
-No co ty.? Nie czaisz.? Chcą się urwać na górę -pomogła jej blondynka.
-Aaa. To powodzenia -mrugnęła i odeszła.
Gdy obydwie były wystarczająco daleko położyłam szklankę na stolik i walnęłam Mario w bark. 
-Czy ciebie porąbało .?
-Oj daj spokój i tak nie wiedzą kim jestem.
-Żebyś się nie zdziwił -pouczyłam.
-Czego.?
Westchnęłam.
-Dobra, idź sobie już tańczyć -wskazałam na bawiących się ludzi.
-Właśnie problem jest taki, że nie mam z kim -popatrzał w tłum, po czym jednoznacznie na mnie.
-O niee... nawet o tym nie myśl.
-Chciałaś się wybawić, a muszę cię pilnować, więc idziemy -pociągnął mnie za dłoń.
Weszliśmy wśród tłum. To było masakryczne. Nigdy nie byłam na takiej imprezie, nie balowałam. Każdy machał rękoma na wszystkie strony i co chwila kogoś uderzał. No może chciałam się zabawić, ale tak to chyba jednak nie umiałam.
-Wyluzuj -krzyknął mi do ucha Mario i zaczął tańczyć.
Nieźle wywijał na parkiecie. W sumie nic dziwnego, raczej często imprezował. Kątem oka dojrzałam nastolatkę, która nieźle tańczyła. Postanowiłam ją naśladować i chyba nie było tak źle.
-Dobrze, z czasem będzie lepiej - rzekł na co ja się tylko uśmiechnęłam.
############################## 
  25 września 2013r. (oczami Kevina)
Samochodami (moim i Jonasa) dojechaliśmy do klubu, w którym była impreza. Umówiliśmy się, że ani Hofmann, ani ja nie będziemy pić alkoholu by móc później spokojnie wrócić do domu.
-Może chodźmy usiąść tam .? -Simone wskazała ręką na dwa puste stoliki
-Dobry pomysł -przyznała klubowa siódemka.
Tak też się stało. Chwilę później rozsiedliśmy się przy dwóch stołach. Ja,Daga i Marco przy jednym, oraz Simon, Sven i Jonas przy drugim.
-Idę zamówić picie, chcecie coś.? -spytał Bender
Każdy poza mną i Jonasem zażyczył sobie drinków. Moja dziewczyna rozejrzała się uważnie w koło jakby kogoś szukała.
-Coś nie tak .? -spytałem
-Wszystko gra -widać jednak po niej było, że kłamała.
-Daga -powiedziałem twardo.
-Oj nic. Wszystko gra... Ale spójrz na Marco. Ey tu ziemia -walnęła go w bark.- Weź się nie smuć. Wiem, że Aga cię kocha, napewno ci wybaczy.
-Nie wybaczy. Klopp dał mi radę, ale to ... to i tak nie pomoże. Gdzie ten Sven.?
Szkoda mi było tego chłopaka. Zakochał się po uszy i chciał topić smutki w alkoholu... W sumie, sam był sobie winien. Mógł nie przespać się z Ann, to nie byłby w takiej sytuacji.. Ah...lecz nawet jeśli to przecież związek na odległość to nie to samo...
-Co ci trener doradził .? -zapytała moja dziewczyna
-A czy to ważne.? Darujcie sobie i tak macie to w dup*e.!
-Proszę bardzo wasze zamówienia -Sven położył na stoliku mocnego i słabego drinka oraz...wodę.
-W końcu -upragniony Reus chwycił szklankę.
Kurcze...kicha by była gdyby nasz największy as zawalił swoją karierę przez Agnieszkę. Nie mogłem do tego dopuścić. Nikt nie mógł. Musieliśmy coś zrobić...tylko nie do końca wiedziałem co.
Powoli wypiliśmy napoje i ruszyliśmy na parkiet.
############################## 
  26września 2013r. (oczami Agnieszki) 
Jako tako, ale tańczyłam z Gotze. Nie było ani źle, ani dobrze. Kątem oka rozglądałam się po sali. Nie wierzyłam w to co zobaczyłam. Piłkarz Bayern'u mający dwójkę dzieci wywijał na parkiecie z jakąś młodą laską. Co jak co, ale to, że całował ją po szyi nie było czymś normalnym jak na to, że jest żonaty.
-Co jest .? -spytał Mario
-Patrz tam -wskazałam dyskretnie palcem. -To nie Robben.?
Młoda gwiazda Bundesligi zrobiła oczy jak pięć złoty i wpatrywała się uważnie.
-To on, ale... Jak.?
-Mówię, że Bawarczycy to...
-To...?
Ups...zapomniałam, że on też się do nich wlicza.
-Nic -obdarowałam go uśmiechem.
-Hm...zagadać, czy zostawić to w jego rękach.? -zastanawiał się
-Bo ja wiem.? Chodźmy się czegoś napić może.? -zaproponowałam
-Może powinienem zawiadomić Bernadien .?
-Kogo.?
-Jego żonę.
-Oj...pomyślimy nad tym jutro. Chodź się napić.
Spojrzał na mnie dziwnie.
-Wody -uzupełniłam swoją wypowiedź.
Tak też zrobiliśmy. Poszliśmy i wypiliśmy po szklance wody przy barze od razu oddając naczynie. Podyskutowaliśmy chwilę i stwierdziliśmy, że jest już nieco późno, więc powinniśmy wracać do domu. W końcu dochodziła 1:00 , a na drugi dzień szliśmy do pracy.
Wyszliśmy z lokalu. Wokoło było czuć won alkoholu od pijaków stojących nieopodal. Wśród nich była jedna, młoda kobieta.Zmuszali ją do wzięcia podejrzę jakiś prochów, czy czegoś. Walnęłam towarzysza w ramię i skazałam głową na towarzystwo.
-Ja sam jeden, na nich trzech .?
-Jedna kobieta na nich trzech.?
-Mówisz o sobie.?
-Nie, o tamtej wśród nich.
-Dzwoń na policję -zaproponował.
-Miałabym ostro przesrane potem. . .
-A ja nie będę miał jak wdam się w bójkę.?
-Dobra...najwyżej będziesz miał tę lachę na sumieniu. Jedźmy -szybkim ruchem wyjęłam z jego kieszeni kurtki kluczyki do Mercedesa.
-Mówiłaś , że nie będziesz prowadzić.
-Nieprawdopodobne, a jednak.! -rzuciłam i wsiadłam za kierownicę

############################## 
  26 września 2013r. (oczami Kevina)
Gdy Daga dała mi w końcu chwilę odetchnąć przysiadłem się do stolika Marco. Piłkarz popijał już trzeciego drinka.
-Marco...
-Wiesz Kevin, nawet się nie fatyguj. Mam dość. Idź do swojej Dagi.
-Weź tak nie mów.
-A jak mam mówić.?! Kur** dlaczego wszystkim wszystko się udaje a mi nie.?! Wszyscy piłkarze mogą mieć dziewczynę o jakiej zwykli ludzie mogą tylko pomarzyć, ale ja nie mogę.! Wszystkie wybaczą zdradę, a jej kurde korona z głowy spadnie.?! -opróżnił szklankę do końca
-A ty byś na jej miejscu byś wybaczył.?!
Reus podniósł szklankę do góry, gdy kelner na niego spojrzał. Po chwili szklaneczka leżała już na z powrotem na stoliku, a przyjaciel podparł głowę rękoma.
-No nie wybaczyłbym. Głupi jestem -opadł na blat.
-Tak trochę.
-Dzięki.
-Szczerość to podstawa.
Podszedł do nas mężczyzna z kolejnym drinkiem dla Marco. Ten bez chwili namysłu chwycił szklankę i opróżnił do połowy. Zrezygnowany pokręciłem głową.
-Powiesz w końcu co Jurgen ci doradził .?
Reus streścił plan trenera, a ja omal nie padłem ze śmiechu. Przez chwilę myślałem, że to alkohol uderzył kumplowi do głowy, ale jednak mówił prawdę. Gdy opanowałem już śmiech mogłem w spokoju pić wodę.
-Ale serio .? -nad nie wierzyłem
-Serio. Ty se to wyobrażasz, bo ja jakoś nie.
Ponownie wybuchłem śmiechem odstawiając resztę mojego napoju na stolik. Położyłem dłoń na ramieniu kolegi.
-Aż tak źle by nie było.
-Masz racje, byłoby gorzej.
Pożartowałem trochę na ten temat... Szkoda, że tylko ja, bo jakoś przyjacielowi się do tego nie śpieszyło. Po chwili przyszła do nas Simone.
-A wy co nie tańczycie.?
-Mi Daga dała chwilę wytchnienia, a Marco, no Marco...
-No Marco.! On przecież zawsze się bawi w najlepsze. Chodź -wzięła go za rękę.
-Nie... Nie mam ochoty -rzucił krótko z powrotem siadając.
-Reusuuuuuuuuuuu mi odmówisz.? -dziewczyna Bendera zaśmiała się i oderwała go od stołu
Zaśmiałem się i patrzyłem na szalejących na parkiecie znajomych. Simone z Marco nie wyglądała najlepiej, gdyż on  z brakiem chęci do życia był nieco wstawiony i ledwo ustawał na nogach. Zauważyłem, że zbliża się do mnie Malicka. Westchnąłem ciężko i szukałem wymówki by nie móc wrócić tak szybko na parkiet.
-Sven i tamten jak on...Marcus tańczą nieźle, ale nie ma to jak ty -wyznała.
-O nie licz na mnie. Muszę pilnować żeby niczego Marco do drinka nie dosypali, bo nie wypił -próbowałem wybrnąć.
-O... no fakt. W końcu ktoś go wyciągnął do tańców- uśmiechnęła się i usiadła obok.- Szkoda mi go. Może byśmy tak coś wymyśli, by był z powrotem z Agnieszką.?
-Już trener mu doradził i... może wypalić, ale trochę wstyd jak na gwiazdę Bundesligi.
-Chodź potańczyć nooo -Bender chwycił moją dziewczynę za rękę.
-Pogadamy w domu i coś wymyślimy -krzyknęła szybko i znikła z piłkarzem w tłumie.
Wziąłem ostatni łyk wody i uważnie rozejrzałem się wokoło. Wszyscy ludzie tańczyli w najlepsze, dlatego klubowy kolega rzucał się w oczy. Ledwo stał na nogach, lecz mimo to próbował coś zatańczyć.Gdy muzyka skończyła grać od razu zawitał na krzesełku obok.
-Nudzi mi się -wyznał.
-Jak możesz się nudzić na imprezie.? -nie dowierzałem 
-Normalnie. Chodźmy stąd.
-Nie.! Masz się rozluźnić.
-Kolejne drinki w tym nie pomogą -wstał i ruszył ku wyjściu.
Nie mogłem pozwolić na to by przyjaciel w takim stanie samotnie opuścił lokal. Popatrzałem ponownie na szalejący tłum. Najbliżej znajdował się Jonas.
-Marco się zmył, idę za nim -oznajmiłem kumplowi.
-Nic mu nie jest.?
-Ma doła... Zajmę się nim. Przekażesz reszcie, okey .? -zapytałem a Hofmann kiwnął głową i kontynuował taniec z Simone
Pośpiesznie poszedłem za Reus'em. Po wyjściu z klubu nigdzie go nie zobaczyłem. Nawet nie było kogo podpytać o to czy ktoś go widział. Wyszedłem na ulicę. Jakby zapadł się pod ziemię. Przez chwilę w głowie miałem czarne scenariusze, bo kto by nie porwał pijanego MARCO REUS'A.?! Szybko jednak odrzuciłem tę myśl. Piłkarz raczej, by sobie z takimi poradził... Mimo to krzyknąłem na całe gardło : '' Marco.! '' Bo co mi pozostało.? Nawet nie wiedziałem, w którą stronę poszedł. Wyciągnąłem telefon i napisałem Jonasowi : '' Marco wsiąkł, idę go szukać ''. Wzruszyłem ramionami i krzyknąłem jeszcze głośniej imię kolegi.
-Kur*a zostaw mnie.! -usłyszałem krzyk i jakby szarpaninę
Pośpiesznie pobiegłem w kierunku głosu. Zakląłem głośno, bo nikogo i niczego nie zobaczyłem poza kilkoma samochodami.
############################## 
  26września 2013r. (oczami Agnieszki) 
-No to co, idziemy spać czy coś pijemy .? -spytałam Mario siadając w salonie
-Zaraz druga, a ty jeszcze nie chcesz spać.? Jutro przed siódmą musisz wstać, wiesz o tym.?
-No wiem, ale ta impreza nie wypaliła. Dawaj chociaż po lampce wina. To jak.? -uśmiechnęłam się
-Nie na co dzień mam okazję pić z abstynentem. Tylko się nie upij .! Po dwóch lampkach i już.
-Mhm...
Gotze wszedł do pomieszczenia i z szafki wyjął Hiszpańskie czerwone wino oraz dwie lampki. Postawił wszystko na stole i usiadł o bok.
-Pijemy za coś, czy po prostu .? -zapytał
-Wiesz... może wypijemy za moje marzenie.?
To był dobry pomysł. Odkąd tylko dowiedziałam się o tej niemiłej sprawie, pragnęłam tego. Gotze nalał wina i wręczył mi jedną szklaneczkę.
-Jakie.?- zapytał ponownie
-By Mario Gotze wrócił do Borussii Dortmund -szepnęłam.
-Do dna - uśmiechnął się i wypił zawartość rzeczywiście do końca.
-Tęsknię za tobą - powiedziałam, odstawiłam wino na stolik i przytuliłam piłkarza.
Nic nie powiedział tylko mnie objął. Tak cholernie brakowało mi go w BVB. Początek sezonu zapowiadał się rewelacyjnie, ale przecież nie wiadomo co będzie później. Poza tym w większości sytuacjach brakowało Mario. Mało kto potrafi kiwać się przy rzucie różnym, wyjść z tego czysto i jeszcze idealnie dośrodkować, lub kiwać w polu karnym i strzelić. On zawsze napędzał akcje. Nie mówię, że teraz w Dortmundzie nie ma nikogo podobnego do niego, ale ewidentnie widać brak tego piłkarza. Może pod koniec sezonu przywyknę, lecz teraz był jego początek...
-Dlaczego nie wypijesz.? -zapytał podając mi moje wino
-Bo to moje marzenie, a twoim było trenowanie z Guardiolą.
Chyba go zatkało. Nie dziwię się. Też bym nie wiedziała co odpowiedzieć.
Odstawił lampki i przytulił mnie mocniej.
-Kiedyś wrócę, obiecuję -szepnął.
I jak zwykle taką chwilę gdzie łzy kręcą się w oczach musi coś przerwać. Tym razem był to dźwięk mojego telefonu. Odsunęłam się od Gotze'go i wyciągnęłam i'Phon. Gdy ujrzałam kto dzwoni wkurzyłam się.
-Marco .? -spytał
-Tak, Marco -odrzuciłam połączenie.
-Mogłaś odebrać. Co jak to coś ważnego .?
Komórka ponownie zaczęła dzwonić.
-Czego on nie rozumie.? Chyba jasno wszystko powiedziałam .
-Hm...nie wiem, ale odbierz -doradzał.
Przewróciłam oczami i odebrałam dając na głośnik, by w razie czego kolega pomógł w odpowiedzi. Panowała chwila ciszy...Później usłyszeliśmy twardy, zachrypnięty głos.
-Agnieszka Majewska.? -zapytał ktoś kto napewno nie był Reus'em
Spojrzałam przerażona na Mario. On też się przejął.
-Gdzie jest Marco.? -warknął do telefonu
-Gdzie Agnieszka.?
-Jestem, o... o co chodzi.?
Serce waliło mi jak oszalałe, oddech był nierównomierny, a w głowie kryły się same czarne scenariusze.
-Mamy twojego chłoptasia. Zapewne chętnie, by z tobą porozmawiał, ale chwilowo jest... hm...nie przytomny -zaśmiał się.
Nawet nie wiem kiedy po policzkach moich jak i Gotze spłynęły łzy.
-Co mu zrobiliście.?! -wkurzył się kolega
-Spokojnie Mario, dzwonię do Agi.
Wymieniłam spojrzenia z towarzyszem. Jak to możliwe, że wie z kim przebywam .? Przerażenie w tamtej chwili moje ,jak i piłkarza, było nie do opisania.
-No to co .? Pytam , ja Agnieszka, po co wam Marco i co mu zrobiliście.?!
-Spokojnie, bo zbrzydniesz.
-Wkurw**sz mnie.! Po co wam Marco.?! -krzyczałam przez płacz
Poczułam jak Mario położył swoją dłoń na mojej. Spojrzałam na niego, obydwoje płakaliśmy. Po prostu martwiliśmy się. Oszukiwałam się , że nic nie czuję do gwiazdy BVB. Szkoda tylko jednego, za późno zdałam sobie z tego sprawę. Wciąż go kochałam, był dla mnie wszystkim, ale nie wybaczę zdrady. Moglibyśmy się przyjaźnić, nic więcej. Zresztą w tej chwili liczyło się tylko tyle by przeżył i wszystko było okey.
-Pozwolisz, że wtajemniczę tylko ciebie w ten plan, więc proszę wyjdź z dala od Mario.
-Co za różnica, czy mu później to powiem, czy będzie słuchał.?
-Bo jesteś poddenerwowana i nie zapamiętasz wszystkiego, a on może starać się zachować spokój i zapamięta więcej.
-Jesteś po**banym człowiekiem.
-Możliwe, ale zyskam wiele.
-Nie wyjdę, mów.
-Hm...cóż. Twojemu koleżce kończy się kasa na koncie... Powiem krótko, spotkamy się jutro -takimi słowami zakończył rozmowę.
Chciałam coś powiedzieć, ale rozłączył się.
-Mario... boję się -wyznałam cała roztrzęsiona.
-Ja też.
-Dobra, ogarnijmy -wzięłam wdech. -Trzeba zachować spokój. Może na początek zadzwonię do Kevina i mu o tym powiem. ?
-Dobra, ja przez ten czas wypiszę to co wiemy.
Wybrałam numer Grosskreutza i zadzwoniłam.
-Cześć Aga -wyprzedził mnie. - Kurde, zgubiłem Marco.
-Jak zgubiłeś.?
-Byliśmy na imprezie i wyszedł, ja za nim, lecz za późno. 
Opowiedziałam mu całą historię rozmowy z KIMŚ.
-O kur**, co teraz.?
-Ja z Mario to załatwię. Wy powiedzcie o tym Jurgenowi i skupcie się na grze.
-Ja pierdo** mogłem szybciej wyjść.! I nie .! Pomogę wam jakoś. Spiszcie wszystko na ka...
-Bawarczyk się tym zajął -wystawiłam towarzyszowi język, by rozluźnić atmosferę.
-Dobra. Wyślecie mi to po południu. A o co chodziło z tym spotkaniem .?
-Czekaj dam na głośnik .
Włączyłam głośnomówiący i zaczęliśmy dywagację nad całą sprawą. Sprzeczaliśmy się, dogadywaliśmy, przypuszczaliśmy co może mieć miejsce. Wszystko okey...tylko był jeden problem.
-Ey, skoro Marco porwano w Dortmundzie, to jak ja mam spotkać zioma w Monachium.?
-Nie mam pojęcia -zabrał głos brat.- Jedno jest pewnie, nie opuszczaj Mario na krok. To znaczy, Mario ciebie.
-Wiem przecież - przyznał.
-Dzięki, jednak nie skorzystam.
-Aga.! -powiedzieli chórkiem
-Okey -powiedziałam zrezygnowana. -Wiecie, w najgorszym wypadku porwą mnie do Reus'a.
Zapanowała cisza, po czym znów wybuchł chórek.
-To jest myśl.!
-O.o -nie rozumiałam.
-Ale nie skołuję czipa w pięć godzin - powiedział gracz Bayern'u.
-Hm...A da się jakoś namierzyć telefon.?
-Raczej -przyznałam.
-No i dobra.
Obgadaliśmy szczegóły, po czym zakończyliśmy rozmowę. Zanim poszliśmy na górę gospodarz uważnie sprawdził czy wszystkie drzwi i okna są pozamykane.
-Dobra... idziemy spać. Na wszelki wypadek zostaw otwarte drzwi do sypialni, ja też zostawię.
Przytaknęłam i 30 minut później leżałam w łóżku.  Koło godziny drugiej dopiero zasnęłam, co łatwe nie było.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Siemanko ;)
Na początek... SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU .! :D Spełnienia marzeń i uśmiechów ;)) 
Hm...w końcu wpadłam na pomysł by nie było nudno :D
Mam nadzieję, że jest okey ;)
Dziś bez pytanek. :P Mam nadzieję, że dacie radę. :D Będzie dobrze .! ;]
A tak w ogóle to dziękujęęęęę.!!!!
Pod tamtym rozdziałem ponownie pojawiło się dużo komentarzy (jak dla mnieXD) bo aż siedem.! Ciekawe ile będzie teraz ... O.o
No cóż czekam na Waszą opinię :)
BUZIAKI I OBY WASZE POSTANOWIENIA NOWOROCZNE SIĘ SPEŁNIŁY .! :D